Chodzę do kina tylko na hity, czyli czym się różni dystrybutor

9/04/2014

Chodzę do kina tylko na hity, czyli czym się różni dystrybutor

Ładnych parę lat temu miałam niewątpliwą przyjemność pisania recenzji filmowych dla gazety studenckiej i był to czas, gdy doprawdy czułam się jak rasowy dziennikarz. Nie dość że wchodziłam w miejsca niedostępne dla przeciętnego widza, to jeszcze miałam okazję obejrzeć kilka hitów sporo przed premierą. Moja kariera recenzenta skończyła się jednak wkrótce z rozpoczęciem stałej pracy (ech… kto ustala te pokazy prasowe na 10 rano?), pozostała jednak przydatna dla kinomana umiejętność rozróżniania poszczególnych dystrybutorów filmowych. W pewnym momencie doszło już do tego, że poznawałam dystrybutora po plakacie (jeśli tytuł filmu ma „Król” w tytule, a w filmie gra Colin Firth, to na 99% Kino Świat). Tymczasem dystrybutorzy robią wszystko, żebyś ich nie znał. Widać to zwłaszcza po profilach na facebooku. Na problem dystrybutorów ukrywających się pod atrakcyjnymi nazwami zwracał już uwagę Piotr Pluciński, pytając o etykę takich działań. Trochę z inspiracji tym wpisem postanowiłam przyjrzeć się poszczególnym dystrybutorom i ich strategiom, prezentowanym głównie na facebookowych profilach. Chociaż na pierwszy rzut oka Kino Świat, UIP, Best Film mogą zlewać się w szarą masę, to po pewnym czasie daje się zauważyć bardziej i mniej subtelne różnice w metodach, jakie stosują w walce o widza.


KINO ŚWIAT (www.facebook.com/lubiekino)

Kino Świat zaczęłam kojarzyć jako dystrybutora filmów Woody’ego Allena i ich dość kontrowersyjnej promocji, która polegała na jednym – przekreśleniu dokonań twórcy „Annie Hall” i „Manhattanu” i przekonanie młodszych widzów, że to twórca sympatycznych komedii romantycznych. Skutek był fenomenalny, „Vicky Cristina Barcelona” czy „O północy w Paryżu” odniosły w naszym kraju porażające triumfy. Ale Kino Świat to przede wszystkim ten dystrybutor, który jest w stanie, by wszyscy uwierzyli, że „na ten film czeka cała Polska”. Tak było z „Jesteś Bogiem”, tak było z „Pod Mocnym Aniołem”, dokonali również niemożliwego i sprawili, że „Atlas chmur”, który poniósł porażkę za oceanem, w Polsce przez 9 tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu box office-u. Uparcie promują również, zazwyczaj słabej jakości, animacje europejskie typu „Sarila” (hasło reklamowe – jak dać chodu z Krainy Lodu oraz „Leming i husky wieją z Alaski” – aaaaaa…). Ale trzeba im przyznać - mają nosa do hitów i są w stanie sami taki hit wykreować. Byli m.in. dystrybutorem „Jak zostać królem”, „Obławy”, a teraz spektakularnie promują „Miasto 44” Jana Komasy. Tak, to ten film którego przedpremierowy pokaz odbył się na Stadionie Narodowym. To się nazywa przytup.

Z uroczego chłopca zrobić androida - grafik płakał, jak projektował.
źródło: Filmweb.pl


Copyright © 2017 Bajkonurek