"Sense 8", czyli mieszanka wybuchowa

7/29/2015

"Sense 8", czyli mieszanka wybuchowa


Will, policjant z Chicago, Nomi - hakerka z San Francisco, Riley - didżejka z Reykiaviku, Capheus - kierowca z Nairobi, Sun - bizneswoman z Seulu, Lito - aktor z Mexico City, Wolfgang - złodziej z Berlina i Kala - farmaceutka z Bombaju należą do Gromady - osób połączonych wyjątkową parapsychiczną więzią pozwalającą im na wnikanie w świadomość innych członków grupy. Mogą łączyć się zarówno na poziomie duchowym i emocjonalnym, odczuwać wzajemnie swoje lęki, radości, pragnienia czy rozkosz, jak i czysto fizycznym, dzieląc się przydatnymi umiejętnościami. Brzmi skomplikowanie? Może i tak, ale mniej więcej po dwudziestu minutach oglądania pierwszego odcinka serialu "Sense 8" już wiedziałam, że obejrzę kolejne dwanaście.

Kochanie, zmniejszyłem superbohatera - "Ant-Man"

7/22/2015

Kochanie, zmniejszyłem superbohatera - "Ant-Man"



Bez względu na to, czy filmy Marvela podobają mi się mniej, czy bardziej - jestem pod wrażeniem filmowo-serialowego uniwersum, które udało im się stworzyć w oparciu o to komiksowe. "Ant-man" wprowadza do niego zupełnie nowych bohaterów, nowe problemy, a do tego nowe rozwiązania wizualne i scenariuszowe. Po "Avengersach", na których trochę kręciłam nosem, film o człowieku-mrówce pojawia się w samą porę i jest miłą odmianą. Przede wszystkim, do jego obejrzenia - czy raczej do tego, żeby dobrze się na nim bawić - nie jest konieczna znajomość całego wcześniejszego uniwersum, łącznie z komiksami oraz serialami, tudzież obejrzenie wszystkich scen po napisach po scenach po napisach. Oczywiście nawiązań jest od groma, czy to na poziomie pojawiających się znienacka postaci, czy dialogów, czy elementów scenografii, ale nie skreślają od razu na wstępie wszystkich marvelowskich "Januszy".

Posły i poślica, czyli politycznie na szóstym piętrze

7/19/2015

Posły i poślica, czyli politycznie na szóstym piętrze


"Polityka", komedia wystawiana w teatrze 6. Piętro w reżyserii Eugeniusza Korina była pierwszym zetknięciem mojego zielonego umysłu z dramatami Włodzimierza Perzyńskiego, pisarza tak zapomnianego, że nawet na liście rozszerzonej lektur na Wydziale Polonistyki nie znalazło się żadne z jego dzieł, a nazwisko kojarzyło mi się tylko z nazwą przystanku w Warszawie. O samym pisarzu wiedziałam tyle, że tworzył w latach dwudziestych i był porównywany z Gabrielą Zapolską. Jednak jestem niemal pewna, że gdybym nie wiedziała tych dwóch istotnych rzeczy, zastanawiałabym się, czy przypadkiem nie oglądam sztuki współczesnej, genialnie parodiującej modną ostatnio stylistykę dwudziestolecia. Sztuka mimo całej swojej "międzywojenności" jest bowiem podejrzanie współczesna.

Całusy, dzikusy i Wspaniali Szkoci, czyli "Dzieci kapitana Granta" czytane po latach

7/06/2015

Całusy, dzikusy i Wspaniali Szkoci, czyli "Dzieci kapitana Granta" czytane po latach

Nakreślmy tło: ultraprzystojny i ultradzielny lord Glenervan, płynąc swoim ultraszybkim statkiem Duncanem wraz ze swoją ultrapiękną żoną Heleną, podczas polowania na rekina znajdują w brzuchu bestii butelkę wraz z tajemniczym, nie do końca zachowanym listem. List okazuje się wiadomością od kapitana Granta, zaginionego kilka lat wcześniej na wodach Pacyfiku. Jako że władze państwowe, do których Glenervan uderza z projektem zorganizowania wyprawy odmawiają, a w międzyczasie odnajdują się osierocone dzieci kapitana, stęsknione za ojcem, nasz bohater postanawia swoim statkiem sam ruszyć na poszukiwania. Problem w tym, że list jest niekompletny, a jedyne co jest w nim pewne, to szerokość geograficzna. I tak rozpoczyna się pełna niebezpieczeństw podróż wzdłuż trzydziestego siódmego równoleżnika, tak rozpoczyna się jedna z ulubionych książek mojego dzieciństwa - "Dzieci kapitana Granta".
Książkę z tą okładką otrzymała jeszcze moja mama za dobre wyniki w nauce i w zachowaniu (wydanie z roku 1972).
Między nami agentami - "Agentka"

7/05/2015

Między nami agentami - "Agentka"


Chyba nie tylko ja mam wrażenie, że w ostatnich latach zaroiło się na wielkich i małych ekranach od ciekawych pierwszoplanowych postaci kobiecych. To, co kiedyś było dla producentów ryzykiem, zwłaszcza w kinie akcji, przynosi twórcom coraz większe zyski. "Mad Max" ze świetną rolą Charlize Theron to chyba najlepszy przykład, ale wcześniej były "Igrzyska śmierci", "Czarownica", "Grawitacja", a w świecie serialowym chociażby "Agentka Carter".

"Agentka" Susan Cooper, grana przez Melissę McCarthy w najnowszym filmie Paula Feiga ma z Peggy Carter coś wspólnego - obie, zamiast działać w terenie, ryzykować życiem i przeżywać przygody przy okazji ratując świat, zostają posadzone za biurkiem.  O ile jednak dla Peggy degradacja wynika z nierówności płci i sytuacji po drugiej wojnie światowej, o tyle Susan została urzędniczką niejako na własne życzenie - chociaż żyje w świecie, gdzie kobiety nie muszą już mężczyznom niczego udowadniać, brak jej pewności siebie. Jest do bólu zwyczajna, jak pani z okienka na poczcie. Zamiast strzelać, spiskować i szpiegować jest tylko "głosem" w uchu Jamesa Bonda, przepraszam, Jude'a Lawa, udzielając mu wskazówek i opiekując się nim podczas misji. Jednak pewnego dnia coś pójdzie nie tak, i to bardzo - skompromitowana zostanie cała agencja i zabraknie szpiegów do działań w terenie. Zapewne domyślacie się, kto będzie musiał wyjść zza biurka i wziąć sprawy we własne ręce...

Instagram

Copyright © 2017 Bajkonurek