Karnawał czas zacząć, czyli moje ulubione blogi w 2015

12/31/2015

Karnawał czas zacząć, czyli moje ulubione blogi w 2015


Miły sylwestrowy ranek w pracy zamiast na pracy spędziłam na czytaniu podsumowań na różnych blogach. Najlepsze filmy, najlepsze gry, najlepsze komiksy, seriale, najważniejsze wydarzenia 2015 roku... to był rok w którym naprawdę dużo się działo. Dla mnie był to przede wszystkim pierwszy rok blogowania, bo chociaż najstarsze notki na Bajkonurku powstały jeszcze w 2014, to dopiero w tym roku zaczęłam dodawać je w miarę regularnie i udzielać się również na innych blogach, które wcześniej czytałam głównie informacyjnie. A wiadomo, że jak się trafi na jednego bloga, to zaraz trafi się na innego... i na innego... i na innego...

Więcej niż film, czyli "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy"

12/28/2015

Więcej niż film, czyli "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy"


Powiedzieć, że "Gwiezdne wojny" to film, to trochę za mało. Nakręcona w latach siedemdziesiątych historia o Luke'u Skywalkerze, księżniczce Lei i Hanie Solo rozgrywająca się "Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce" sama właściwie stała się galaktyką, a wręcz wszechświatem kolejnych historii i nowych postaci, a do tego jakimś gigantycznym (również finansowym) imperium gadżetów, książek, komiksów, seriali, które przez prawie czterdzieści już lat wykwitły wokół filmów Lucasa. A z drugiej strony - jedną z tych alternatywnych rzeczywistości, do których chce się wracać i wracać, jeszcze raz i jeszcze.

No to wróciliśmy. Chyba nie było fana, któremu serce nie ścisnęło się, gdy na pokład Sokoła Millenium weszli Chewbacca i Han Solo ze słowami "Jesteśmy w domu". Bo nie da się ukryć, że J.J. Abrams, reżyser "Przebudzenia mocy" razem z pozostałymi twórcami filmu zrobili wszystko, żeby zabrać nas do tego samego świata, który poznaliśmy w dzieciństwie. Film jest zatem z jednej strony hołdem złożonym pierwszej trylogii Lucasa, a z drugiej - zupełnie nowym otwarciem.

Będą SPOILERY! :)

Świąteczna melancholia, czyli dlaczego kolędy muszą być takie smutne

12/23/2015

Świąteczna melancholia, czyli dlaczego kolędy muszą być takie smutne


Niemal dokładnie pół roku temu pisałam o strasznych kołysankach i wpis okazał się jednym z chętniej czytanych na blogu, głównie dzięki (niechcący) idealnie sprofilowanym słowom kluczowym ;) Tymczasem idą święta i aż się prosi, żeby podobny wpis napisać o kolędach, które zresztą bardzo często również są kołysankami. Problem w tym, że o ile na kołysanki zdążyłam się przez te lata uodpornić, o tyle niestety na smutek i melancholię zawartą w kolędach - już nie, mam do większości z nich bardzo emocjonalny stosunek i nigdy nie wiem, czy w te święta łezka popłynie mi przy "bo uboga była, rąbek z głowy zdjęła"*, czy bardziej patriotycznie przy "podnieś rękę, Boże dziecię, błogosław ojczyznę miłą".

Najgorsze, że idąc tym tropem, współcześni twórcy kolęd (a przodują w tym zwłaszcza autorzy i wykonawcy poezji śpiewanej) postawili sobie za cel sprawienie, by ich utwory wyciskały jak najwięcej łez. Zamiast radości z Bożego Narodzenia eksploatowane są więc tematy braku miejsca w Betlejem, rzezi niewiniątek, samotności, pustki w sercu, śmierci, nieobecności przy świątecznym stole tych, których kochamy. Nawet jeśli mamy wesołą, optymistyczną melodię, to w tekście ktoś może np. płonąć żywcem ("Kolęda miłości" Jarosława Jara Chojnackiego, którego naprawdę swoją drogą uwielbiam). Z kolei jako alternatywę wśród współczesnych świątecznych utworów mamy landrynkowe piosenki, będące kolejnymi klonami "Last Christmas" i "Jednego dnia w roku".

Raj dla kujonów, czyli najciekawsze kursy na Uniwersytecie Otwartym UW

12/20/2015

Raj dla kujonów, czyli najciekawsze kursy na Uniwersytecie Otwartym UW


źródło: Pixabay.com
Kiedy skończyłam studia, przez długi czas nie umiałam zapełnić niczym tej dziwnej pustki, jaka powstała we mnie po obronie pracy magisterskiej, pustki wynikającej z tego, że nagle, po raz pierwszy od kilkunastu lat niczego się nie uczę. Problem polegał na tym, że ja naprawdę lubię się uczyć. Może niekoniecznie na ocenę, ze sprawdzianami, testami, ale naprawdę lubię posłuchać mądrych ludzi mówiących mi o rzeczach, o których nie mam pojęcia, choćby nigdy nie miały mi się one w życiu przydać. Zwłaszcza na studiach przekonałam się, że nauka czegoś, co sprawia przyjemność, potrafi dać wielkiego kopa.

Królestwo za redaktora, czyli "Feblik" Małgorzaty Musierowicz

12/19/2015

Królestwo za redaktora, czyli "Feblik" Małgorzaty Musierowicz


Jestem jedną z tych egzaltowanych czytelniczek, które wychowały się na powieściach dwóch MM, czyli Lucy Maud-Montgomery i Małgorzaty Musierowicz. O ile jednak do "Ani z Zielonego Wzgórza" nie robiłam podejścia od ładnych parunastu lat, o tyle do "Jeżycjady" wciąż wracam, chociaż z "Szóstej klepki" wypadają już kartki, a "Opium w rosole" po zalaniu kompotem wygląda mało estetycznie. Ale chociaż po każdą kolejną część cyklu biegnę zaraz po premierze z wywieszonym jęzorem, o tyle niestety muszę przyznać, że od pewnego czasu nowe książki nie dorównują tym sprzed lat i wcale nie jest to wina mojego dorastania i wyrastania z powieści dla dziewcząt.

Bardzo smutne święta, czyli "Listy do M. 2"

12/13/2015

Bardzo smutne święta, czyli "Listy do M. 2"



Ja naprawdę nie wymagam od filmów zbyt wiele. Na przykład, kiedy idę do kina na komedię romantyczną, to jedynym moim wymaganiem jest, żeby film był zabawny i romantyczny. Jednak, jak pokazują "Listy do M. 2" można nakręcić film reklamowany jako komedia romantyczna, w której romantyzmu nie ma za grosz, a najzabawniejszym elementem jest mały chłopiec mówiący "psia dupa".

The heat is (still) on, czyli "Miss Saigon: School Edition" w Teatrze Studio

12/11/2015

The heat is (still) on, czyli "Miss Saigon: School Edition" w Teatrze Studio



Kiedy w 2000 roku na deskach Teatru Muzycznego "Roma" wystawiono po raz pierwszy musical "Miss Saigon", wycieczka do Warszawy była dla mnie średnio osiągalnym luksusem. Co nie zmienia faktu, że strasznie marzyłam, żeby na niego pojechać... i nie pojechałam. Zostały mi fragmenty z TV nagrane na wideo, wycinki z "Vivy", pirackie libretto pozyskane nie pamiętam już skąd i wywiad z Tomaszem Steciukiem w "Przyjaciółce", a potem - fragmenty polskich i oryginalnych wersji na youtubie. Do tej pory pamiętam też jeden z pierwszych internetowych flejmów, jakie czytałam na rwanym szkolnym łączu, a dotyczący obsadzenia w roli Kim Natalii Kukulskiej.

Każdemu jego Historia, czyli o Targach Książki Historycznej

12/05/2015

Każdemu jego Historia, czyli o Targach Książki Historycznej


Jest zimno, jest tłok, zabytkową podłogę Arkad Kubickiego rozdeptują tysiące obcasów, a wszyscy mają rozbiegany wzrok, by ogarnąć jak najwięcej stoisk - podczas corocznych Targów Książki Historycznej w Warszawie jak zawsze panował chaos kontrolowany. Starsi panowie w okularach suną dostojnie z paczkami książek pod pachą, dzieci z notesikami piszą "Sprawozdania z Targów", autorzy starają się nie zostać stratowani przez napierający tłum, a przedarcie się do restauracji "Piąta ćwiartka" graniczy z cudem. Trzeba przyznać, że te targi mają swój niepowtarzalny klimat. Czy to ich kameralność, czy szansa na spotkanie wydawców, autorów i książek, których próżno szukać w empikach, czy też szczególny rodzaj czytelnika? Nie wiem, ale bardzo lubię te dni pod koniec listopada, chociaż pod koniec padam z nóg.

Copyright © 2017 Bajkonurek