Mam tę Moc czy nie mam, czyli niezbyt entuzjastycznie o "Łotrze 1"

12/30/2016

Mam tę Moc czy nie mam, czyli niezbyt entuzjastycznie o "Łotrze 1"


Do "Łotra 1" od samego początku byłam nastawiona raczej sceptycznie. Chociaż w wieku nastoletnim chłonęłam dość intensywnie wszelkie dzieła na marginesie "Gwiezdnych Wojen" (a i w wieku trzydziestoletnim po raz pierwszy obejrzałam "Wojny Klonów" i świetnie się na nich bawiłam), ten projekt niekoniecznie mnie przekonywał. Po pierwsze, to kolejna historia z Gwiazdą Śmierci w tle, a ileż razy można powielać schemat pod tytułem "jest śmiercionośna broń, którą można zniszczyć jednym strzałem, trzeba tylko dostać się w miejsce X i po drodze musi zginąć wiele osób". Po drugie, "Przebudzenie mocy" tak rozbudziło mój apetyt, że jedynym filmem, na jaki czekam, jest jego kontynuacja.

Część moich obaw rozwiała się w trakcie seansu, część niestety nie. "Łotr 1" to film, którego równie dobrze mogłoby nie być. I oczywiście fajnie jest wrócić do dobrze znanego świata (tak jak przyjemnie było oglądać walki czarodziejów w "Fantastycznych zwierzętach"), ale przez cały seans zadawałam sobie pytanie, czy to jest właśnie ten świat, do którego chcę wracać?

Uwaga - w przypadku Gwiezdnych Wojen wszystko jest spoilerem, więc jeśli nie oglądaliście filmu, to dalej czytacie na własną odpowiedzialność ;)


Podróż bohaterki, czyli "Vaiana"

12/11/2016

Podróż bohaterki, czyli "Vaiana"


W 1949 roku Joseph Campbell, amerykański religioznawca, mitoznawca i filozof opublikował "Człowieka o tysiącu twarzy", książkę, która wywarła niesamowity wpływ na Hollywood (z Georgem Lucasem, największym orędownikiem Campbella na czele). W swojej pracy Campbell udowadnia, że w mitach całego świata istnieje archetypowy bohater, którego wędrówka ma we wszystkich kulturach cechy wspólne. 

"Człowiekowi o tysiącu twarzy" uważnie przyglądało się też studio Walta Disneya, który - jakby nie było - zbudował swoje imperium na mitach i archetypach, złagodzonych na potrzeby najmłodszego widza. W 1992 roku Christopher Vogler, amerykański specjalista od rozwoju scenariuszy filmowych i wykładowca struktur narracji stworzył na potrzeby studia Disneya przewodnik: "A Practical Guide to The Hero with a Thousand Faces", który później został rozwinięty w głośną książkę (wydaną również w Polsce przez Wydawnictwo Wojciech Marzec): "Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy". Jeśli przyjrzycie się uważnie strukturze "Króla Lwa", "Pięknej i Bestii", "Mulan" czy "Herkulesowi", to dostrzeżecie w nich echa uważnej lektury Voglera, a więc wszystkie obowiązkowe "mityczne" punkty, jakie scenarzyści zaczerpnęli z Campbella. 
Nowa Musierowicz? Czyli "Fanfik" Natalii Osińskiej

12/09/2016

Nowa Musierowicz? Czyli "Fanfik" Natalii Osińskiej


Kiedy Krytyka Polityczna wydaje książkę, której autorka zostaje na okładce okrzyknięta "Musierowicz na miarę naszych czasów", to wiedz, że coś się dzieje. Taka okładka (stylizowana zresztą bardzo wyraźnie na kolejną część "Jeżycjady") z taką notką wymusza też od razu pewne podejście czytelnika do lektury. Zamiast traktować książkę jako samodzielny byt, automatycznie zaczęłam traktować ją jako polemikę, czy też... no właśnie, jak samodzielnie wydany fanfik.

Uwaga - spoilery!

Z kamerą wśród fantastycznych zwierząt, czyli "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć"

11/26/2016

Z kamerą wśród fantastycznych zwierząt, czyli "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć"


O ile jestem wielką fanką książek o "Harrym Potterze", o tyle filmami z serii zazwyczaj bywałam rozczarowana. Poza fenomenalną moim zdaniem "Czarą ognia", jedyną częścią cyklu, która naprawdę oddała "ducha oryginału" i była pełnowartościowym filmem, a nie tylko odklepanym z rozdziałów książki odcinkiem serialu, zazwyczaj wychodziłam z kina rozczarowana. A niektórych filmów nawet w kinie nie widziałam, bo nie byłam w stanie zdzierżyć koszmarnego moim zdaniem polskiego dubbingu (pod tym względem przeprowadzka do Warszawy była zbawieniem). Obecnie filmy z przyjemnością oglądam na TVNie, ale raczej z sentymentu i starobabciowego "patrz siostra, jaki Daniel Radcliffe był kiedyś słodki".

Człowiekiem jestem, czyli "Nowy początek"

11/18/2016

Człowiekiem jestem, czyli "Nowy początek"


Historia tzw. "Pierwszego Kontaktu" to temat bardzo mocno eksploatowany zarówno w literaturze, jak i w kinie. To coś, co może kiedyś wydarzyć, ale kiedy i jak będzie wyglądało - nie mamy pojęcia. Czy przylatujący na Ziemię kosmici zaczną od zniszczenia Białego Domu, a może raczej zaproponują nam stosunki handlowe? Będą mieli macki, będą wielkim myślącym oceanem czy będą podobni do ludzi? Będą inteligentniejsi od nas, czy raczej zamieszkają w slumsach w RPA, handlując bronią? Dennis Villeneuve, adaptując opowiadania Teda Chianga, dotyka tego tematu od zupełnie innej strony. Od strony języka i komunikacji. A główną bohaterką zamiast Naszych Dzielnych Amerykańskich Chłopców czyni lingwistkę, która dostaje nietypowe zadanie - porozumieć się z kosmitami.

Benedict kontra Mads, czyli "Doktor Strange"

11/11/2016

Benedict kontra Mads, czyli "Doktor Strange"



Marvel od pewnego czasu przyzwyczaił nas... wróć. Od jakiegoś czasu łapię się na tym, że pisząc "Marvel" właściwie nie wiem, kogo lub co mam na myśli. To już nie tylko producent filmów, wydawca komiksów i franczyza obejmująca olbrzymie uniwersum, tylko jakiś bliżej nieokreślony kosmiczny demiurg wyrzucający z siebie nowe pomysły, postacie i światy i przetwarzający je kolejny i kolejny raz, tworzący ich wersje alternatywne, remaki, rebooty, sequele, sidequele, prequele i sequele prequeli sidequeli rebootów. Gdzieś w tym olbrzymim organizmie krążą sobie jak krwinki twórcy komiksów, reżyserzy, scenarzyści, operatorzy, aktorzy, specjaliści od efektów specjalnych i marketingowcy, ale niejako wszyscy są tylko trybikami w wielkiej, zarówno tworzącej, jak i mielącej wszystko maszynie.
Coś się czai w pensjonacie ciotki Agaty, czyli "Za niebieskimi drzwiami"

11/08/2016

Coś się czai w pensjonacie ciotki Agaty, czyli "Za niebieskimi drzwiami"


Polski film familijny - czegoś takiego nie było widać w polskim kinie od dawien dawna, a jeśli już jakiś się pojawił, to był mieszany z błotem ("Felix, Net i Nika"). Twórcy "Za niebieskimi drzwiami" podjęli się więc naprawdę karkołomnego wyzwania. Po pierwsze wskrzeszenia tego już dawno zapomnianego na naszym rynku gatunku. Po drugie, musieli mieć świadomość, że w dzisiejszych czasach taki film już na starcie staje do rywalizacji z takimi gigantami jak seria o Harrym Potterze czy "Opowieści z Narni", a tylko w tym roku choćby z "Osobliwym domem Pani Peregrine" czy "Bardzo Fajnym Gigantem". I mimo wszystkich widocznych niedoróbek i ewidentnie mniejszego budżetu, "Za niebieskimi drzwiami" jakimś cudem wychodzi z tego obronną ręką.

Gry, które zeżarły mi młodość, czyli retrowspomnienia

10/28/2016

Gry, które zeżarły mi młodość, czyli retrowspomnienia


W weekend wpadł mi w ręce dodatek do CD Action o szeroko rozumianej tematyce "retro". Ze smutkiem zrozumiałam, że gry, w które grałam na studiach, też już są retro, co może oznaczać, że ja również ;) Ale pozwolił mi również na przypomnienie sobie paru innych tytułów, które skutecznie pożerały mój czas zamiast lalek (lalkami też się bawiłam, spoko. W ogóle nie mam pojęcia, jakim cudem kiedyś miałam czas i na granie, i na lalki, i na siatkówkę na podwórku i jeszcze na chodzenie do szkoły i odrabianie lekcji).

Kraina niesamowitości, czyli "Osobliwy dom pani Peregrine"

10/18/2016

Kraina niesamowitości, czyli "Osobliwy dom pani Peregrine"


Właściwie to nie bardzo chciało mi się iść na ten film. Z kilku powodów. Po pierwsze Tim Burton, który w ostatnich swoich filmach miotał się od ściany do ściany, powtarzając stare schematy i ogrywając w kółko te same klisze i tych samych aktorów. Po drugie kiepskie recenzje, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że w tym filmie będzie tak samo. Po trzecie nie czytałam książki i ogólnie nie jestem miłośniczką literatury YA.

Pan taki wesoły, dom zwyczajny... - o "Ostatniej rodzinie"

10/08/2016

Pan taki wesoły, dom zwyczajny... - o "Ostatniej rodzinie"


"Ostatnia rodzina" to właściwie ten typ filmów, których nie cierpię. Film biograficzny, który pokazuje życie swojego bohatera na przestrzeni kilkudziesięciu lat, odhaczając kolejne scenki z życia bohatera. A jednak słusznie film Jana P. Matuszyńskiego został obsypany nagrodami, i nawet ja, biograficzna malkontentka, muszę to przyznać.

Bo akurat w przypadku "Ostatniej rodziny" taka, a nie inna forma ma swój wielki sens. To w ogóle film tak pięknie przemyślany, zaplanowany w każdej minucie, w każdym ujęciu, że nawet jeśli nie zainteresuje nas sama historia - czy to opowiadana na ekranie, czy ta prawdziwa, za filmem stojąca - trudno nie docenić wielkiej pracy reżysera i aktorów.

"Po nieba kresy pięły się katedry", czyli "Notre Dame de Paris" w Teatrze Muzycznym w Gdyni

9/28/2016

"Po nieba kresy pięły się katedry", czyli "Notre Dame de Paris" w Teatrze Muzycznym w Gdyni


„Notre Dame de Paris” to jeden z tych musicali, które wywarły największy wpływ na moją musicalową pasję, a na „Belle”, „Les sans-papiers” czy „La cour des miracles” uczyłam się francuskiego. Na długo zanim zobaczyłam oryginalną wersję na youtubie słuchałam piosenek i wyobrażałam sobie, jak to wszystko wygląda na scenie. Kiedy w końcu nastały czasy youtube’a i udało mi się zobaczyć to słynne przedstawienie, z Garou, Bruno Pelletierem i Helene Segarą w obsadzie, byłam lekko zawiedziona. Symboliczne dekoracje na ogromnej, pustej scenie, abstrakcyjne, skromne kostiumy, aktorzy zupełnie odbiegający od wizji, które stworzyłam w wyobraźni i jakby bez wyrazu. Z drugiej strony... utwory z tego musicalu bronią się same i tak naprawdę mogłyby być śpiewane przez aktorów w czarnych golfach i podartych dresach na scenie zbitej z desek.

W końcu szczęśliwa, czyli "Bridget Jones 3"

9/24/2016

W końcu szczęśliwa, czyli "Bridget Jones 3"


Przed premierą najnowszej części "Bridget Jones" głośniej było o twarzy Renee Zellweger niż o fabule czy jakości filmu. Bardzo niesłusznie, bo najnowsza odsłona przygód jednej z najbardziej znanych Brytyjek to jeden z najsympatyczniejszych filmów, jakie udało mi się obejrzeć w tym roku. I kto wie, czy nie lepszy niż obie poprzednie części razem wzięte.

Film nie jest tym razem ekranizacją książki, jako że czytelniczki nie wybaczyli autorce tego, co zrobiła w najnowszej powieści. I chyba właśnie ta niewierność względem oryginału najbardziej wyszła filmowi na dobre. Książki o Bridget są dość szczególne - chaotyczne, fragmentaryczne, oddają zarówno styl pisania pamiętnika, jak i mętlik w głowie bohaterki. Świetnie się je czyta, ale już nieco gorzej ekranizuje. Dlatego z poprzednich filmów o Bridget pamiętam głównie poszczególne sceny, jakieś fragmenty, natomiast sama fabuła raczej nie powala.

Wewnątrz i na zewnątrz, czyli "Morgan" Luke'a Scotta

9/18/2016

Wewnątrz i na zewnątrz, czyli "Morgan" Luke'a Scotta


Do laboratorium gdzieś pośrodku niczego trafia Lee Weathers, korposzczurzyca z zaciętą miną i zapiętą pod szyję koszulą. Macierzysta korporacja przysłała ją na to pustkowie, by przeprowadziła dochodzenie w sprawie wypadku, do jakiego doszło w laboratorium. Podczas eksperymentów nad sztuczną formą życia coś poszło nie tak i jedna z uczestniczek projektu została zaatakowana przez istotę, którą pomogła stworzyć. Lee ma za zadanie podjąć decyzję, czy przerwać eksperyment i uśmiercić obiekt, czy też pozwolić na dalsze badania. Sztuczną formą życia jest Morgan, niegdyś urocza dziewczynka, obecnie zamknięta w sobie pięcioletnia nastolatka, którą większość naukowców traktuje jak córkę. Zdecydowanie nie ułatwi to zadania naszej bohaterce.

Wszystkie filmy kłamią, czyli dlaczego wierzymy w "oparte na faktach"

9/11/2016

Wszystkie filmy kłamią, czyli dlaczego wierzymy w "oparte na faktach"


Jeszcze nie widziałam "Smoleńska", ale chocholi taniec wokół tego filmu zdążył mnie zmęczyć na długo przed premierą. To, co w dyskusji na ten temat najbardziej mnie uderza, to fakt, że całkiem spora ilość ludzi, z ważnymi politykami na czele, traktuje fantazję stworzoną przez scenarzystę i reżysera jako prawdę absolutną. I równocześnie całkiem spora ilość oburza się, bo film pokazuje zafałszowaną wizję rzeczywistości. I oczywiście "Smoleńsk" jest tu dość specyficznym przykładem, ale, jeśli sięgniemy pamięcią wstecz, zauważymy, że ta dyskusja toczyła się już u nas przy okazji wielu innych filmów. Czasem przybierała kształt lęku przed kreowaniem "fałszywego obrazu" Polaków za granicą, innym razem - w oburzeniu, że to przecież my, a nie Benedict Cumberbatch czy inna Kate Winslet, rozszyfrowaliśmy Enigmę. Czasem wyrażała się jedynie w artykułach w gazetach przypominających, że "tak nie było", a czasem - w protestach przed kinami. I tu pojawiają się dwa pytania. Po pierwsze, czy filmy oparte na faktach mogą dowolnie dostosowywać rzeczywistość wedle życzenia twórcy. Po drugie - dlaczego ludzie w takie filmy bezkrytycznie wierzą.

Moralność DC, czyli spóźnione refleksje po "Suicide Squad"

8/29/2016

Moralność DC, czyli spóźnione refleksje po "Suicide Squad"


Po klęsce, jaką było spotkanie Batmana i Supermana, moje zaufanie do filmów spod znaku DC spadło poniżej zera. Pierwsze recenzje "Suicide Squad", jakie pojawiły się w sieci, niestety tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Aż w końcu sama miałam okazję przekonać się, czy "Legion samobójców" rzeczywiście jest taki zły, jak go malują.

Niestety, jest.

Tak zwane szampony, czyli porady dla panów prosto z PRL

8/19/2016

Tak zwane szampony, czyli porady dla panów prosto z PRL


Pewne rzeczy w naszym pierwszym świecie traktujemy jako coś oczywistego. Widać to bardzo wyraźnie podczas przeglądania stron z historiami typu Wyznajemy albo Anonimowe.pl, gdzie komentujący często wskazują dziury w logice, które dziurami wcale nie są. Przykład? Dyskusja pod jedną z historii, gdzie chłopak nie mógł znaleźć pokoju w akademiku swojego brata bliźniaka, więc spytał przypadkowego studenta "przepraszam, nie wiesz, gdzie ja mieszkam". Spora część komentujących stwierdziła, że wyznanie jest zmyślone, bo przecież chłopak mógł do brata po prostu zadzwonić... I to wielkie zdziwienie, kiedy okazuje się że, uwaga, kiedyś nie było komórek...

Ta historia nasunęła mi się, kiedy czytałam, nie pytajcie dlaczego... poradnik z końca lat siedemdziesiątych pod wiele mówiącym tytułem "Kosmetyka dla panów". Z końca lat siedemdziesiątych, a więc nie z XIX wieku, kiedy to Ignaz Semmelweis odkrył, ze mycie rąk między sekcją zwłok a przyjmowaniem porodu może sprawić, że to drugie nie skończy się tym pierwszym. Z końca lat siedemdziesiątych, a więc napisany zaledwie kilka lat przed moim urodzeniem. Książka to rzecz absolutnie cudowna, bo uświadamia, jak bardzo i jak niepostrzeżenie zmieniło się postrzeganie higieny - a przy okazji i cały świat wokół nas. Ostatnio Pyza Wędrowniczka pisała o tym, że warto czasem czytać stare przewodniki - otóż poradniki też warto, żeby przekonać się, że pewnych rzeczy nie było "od zawsze".

Nowy wymiar nostalgii, czyli "Stranger things"

8/11/2016

Nowy wymiar nostalgii, czyli "Stranger things"




To będzie post bardzo mało oryginalny, bo jak już zdążyłam się zorientować, serialem "Stranger things" od Netfliksa zachwyceni są niemal wszyscy i ja wcale nie będę wyjątkiem. Nie jestem typem osoby, która uprawia serialowy binge-watching i chyba nigdy nie zdarzyło mi się obejrzeć więcej niż trzech odcinków serialu pod rząd... aż do teraz. 
Era bohatera, czyli notatki na marginesie nowego "Star Treka"

8/02/2016

Era bohatera, czyli notatki na marginesie nowego "Star Treka"


Kiedy wychodziłam z seansy nowego "Star Treka" miałam naprawdę mieszane uczucia. Podobne emocje towarzyszyły mi, kiedy obejrzałam najnowszą odsłonę "X-menów", chociaż w tym przypadku zagłuszyły je skutecznie i szybko łzy śmiechu na wspomnienie Magneto mówiącego po polsku i zastępu MO z łukami i strzałami. To samo było po najnowszych "Avengersach" i kilku innych filmach z superbohaterami.

Książka od tyłu, czyli tajemnice czwartej strony okładki

7/19/2016

Książka od tyłu, czyli tajemnice czwartej strony okładki


Stare przysłowie  mówi "Nie sądź książki po okładce". Ale stare przysłowia mogą sobie mówić co chcą, my i tak robimy swoje. Myśląc "okładka" myślimy zazwyczaj o jej pierwszej stronie, czyli tej z autorem, tytułem i przyciągającym wzrok motywem. Natomiast najbardziej mnie interesującą działką w wydawnictwie była ta mniej eksponowana czwarta strona, czyli "tył" albo "plecki" książki. Wiecie, ta, na którą zaglądacie, żeby dowiedzieć się o czym jest książka i wkurzacie, bo zamiast tego znajdujecie cytat ze Stephena Kinga mówiący że "Ten autor pisze naprawdę dobrze, kup tę książkę" albo "Podczas czytania miałam ciary. Kim Kardashian". Co ciekawe, podczas targowych dyżurów na stoisku wiele emocji wywoływały niepozorne właściwie kwestie, takie jak te, jakie loga znalazły się na czwartych stronach okładek książek (i ile trzeba za to zapłacić). Przy okazji miałam okazję poznać wiele pokutujących mitów na temat tego, co na tychże stronach się znajduje. A co właściwie się znajduje?

O czym śnią olbrzymy, czyli "Bardzo Fajny Gigant"

7/15/2016

O czym śnią olbrzymy, czyli "Bardzo Fajny Gigant"



Bardzo lubię dobre kino familijne. Takie, które ani z dziecka, ani z dorosłego nie robi idiotów i pozwala chociaż na moment zanurzyć się w magicznym świecie.

Chociaż "Bardzo Fajny Gigant" to ekranizacja "Wielkomiluda" Roalda Dahla (powieść czytałam wieki temu i nie wiem jak bardzo Spielberg poranił oryginał, boję się sprawdzać), to moje pierwsze skojarzenia popłynęły w zupełnie inne rejony. Wyobraźnia Dahla połączona z wyobraźnią Spielberga dała nam coś, co przypomina baśń Andersena - nie taką straszną jak te braci Grimm, ale też nie uładzoną, bez jednoznacznego happy endu, podszytą smutkiem i odrobiną tęsknoty. A biegnący zwinnie przez londyńskie ulice olbrzym skojarzył mi się z ilustracją do "Olego Zmruż-Oczko", w zbiorze baśni, które uwielbiałam w dzieciństwie.

Lepiej być nieszczęśliwym w Paryżu, czyli "Zanim się pojawiłeś"

7/10/2016

Lepiej być nieszczęśliwym w Paryżu, czyli "Zanim się pojawiłeś"


Bajkonurek powraca po przerwie spowodowanej pracą na dwa etaty ;) I ma nadzieję, że teraz wpisy będą pojawiały się nieco częściej. Teraz musi wziąć się za czytanie zaległych książek, zaległych wpisów na ulubionych blogach (co tam, jakieś kilkaset) i oglądanie zaległych filmów. Nie będzie recenzji X-Menów, bo nie jestem w stanie bez nerwowego płaczu ze śmiechu pisać o Magneto w Pruszkowie, za to w ramach przełamania superbohaterskiej passy wybrałam się w końcu na film, w którym nikt nie nosi dziwnych kostiumów... a nie, wróć.

Po stronie Marvela, czyli "Kapitan Ameryka. Wojna bohaterów"

5/15/2016

Po stronie Marvela, czyli "Kapitan Ameryka. Wojna bohaterów"



Kiedy opadł już pył po tłumach szturmujących kina w dniu premiery "Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów" na placu boju nieśmiało pojawiłam się ja. Niezwykle trudno było przez tydzień omijać wszelkie recenzje, spoilery i analizy. A dość zależało mi na tym, żeby do filmu podejść w miarę ze świeżym okiem, bo po pierwsze byłam uprzedzona po ostatnich "Avengersach", a po drugie - wciąż w pamięci miałam kiepski jak nie wiem co "Batman v Superman", opierający się na tym samym schemacie. Zwłaszcza z tego drugiego powodu trudno mi było podczas wyczekiwanego seansu uniknąć porównań - zapewne tak jak każdemu, kto widział oba filmy. Trudno więc powiedzieć, że napisałam recenzję - jeśli już trzymać się szkolnej terminologii, to będzie to wypracowanie na temat "Porównaj ze sobą filmy Zacka Snydera i braci Russo i wytłumacz, jakim cudem jednym wyszło, a drugim nie".

UWAGA: Mogą się trafić spoilery.

Między Rowling a Broszkiewiczem, czyli nadrabiam "Feliksa, Neta i Nikę"

5/02/2016

Między Rowling a Broszkiewiczem, czyli nadrabiam "Feliksa, Neta i Nikę"



W ramach akcji nadrabiania niezbadanych wcześniej rewirów polskiej fantastyki, po "Panu Lodowego Ogrodu" sięgnęłam po zupełnie inną serię, która ominęła mnie w całości, łącznie z filmem, który powstał na jej podstawie. Tym razem coś dla młodszej młodzieży, którą niby przestałam już być jakiś czas temu, ale o tym sza. Trzeba przyznać, że majówka z "Felixem, Netem i Niką" mija mi jak na razie całkiem sympatycznie.

Ostatni mój kontakt z literaturą młodzieżową to "Igrzyska śmierci" (miałam coś na ten temat napisać, ale brak czasu sprawił, że zupełnie zapomniałam, co to takiego było - poza tym niejaki Gryzipiór zrobił to ostatnio znacznie lepiej ;), więc książka Rafała Kosika przeniosła mnie w zupełnie inne rejony. Wow! To istnieją jeszcze książki dla nastolatków, w których nikt nikogo nie zabija, nie każe rozwiązywać trudnych dylematów moralnych i jeszcze w dodatku główny bohater nie dowiaduje się na wstępie że jest wybrańcem, który musi samotnie zmierzyć się ze swoim nemesis.

Pierwszorzędne kino drugorzędne, czyli "Hardcore Henry"

4/27/2016

Pierwszorzędne kino drugorzędne, czyli "Hardcore Henry"


Budzisz się w sterylnym laboratorium i niczego nie pamiętasz. Piękna kobieta wkłada ci na rękę pierścionek i mówi, że jest twoją żoną, po czym przykręca ci nową nogę, bo stara gdzieś się chyba zapodziała. Jakieś pięć minut później do laboratorium wpada szaleniec-albinos i jego najemnicy, mordują naukowców i próbują porwać twoją żonę. Uciekacie. Dopadasz do drzwi wyjściowych i otwierasz je, po czym okazuje się, że laboratorium znajduje się... w samolocie, kilka tysięcy kilometrów nad ziemią.

Nikt się nie spodziewał szkockiej orkiestry dętej, czyli "Batman v Superman"

4/10/2016

Nikt się nie spodziewał szkockiej orkiestry dętej, czyli "Batman v Superman"


Rok 2013. Na forum Nowej Fantastyki piszę recenzję "Człowieka ze stali", która jest, delikatnie mówiąc, średnio pozytywna. Kończę ją słowami "Ale nadal żywię cień nadziei, że kiedyś komuś przyjdzie do głowy zekranizować któryś z komiksów, w których Superman mierzy się z Batmanem". Chwilę potem świat elektryzuje wiadomość, że Zack Snyder kręci film, w którym obie ikony komiksów staną ze sobą twarzą w twarz. Skaczę do góry z radości. A potem widzę pierwsze zdjęcie Smutnego Grubego Batmana i od tamtej pory następuje już tylko zjazd po równi pochyłej...

Wielka szóstka, czyli 6 trailerów, które znam na pamięć

3/25/2016

Wielka szóstka, czyli 6 trailerów, które znam na pamięć


Na pewno każdy z Was potrafi wymienić ukochane filmy. Niekoniecznie arcydzieła - ale takie, które oglądało się już po sto razy, na których zawsze zatrzymuje się pilota przy skakaniu po kanałach, które cytuje się całymi scenami. A czy zastanawialiście się kiedyś nad ulubionym trailerem? Takim, który najpierw przykuł waszą uwagę w kinie, a potem, już po powrocie, przypominał o najlepszych momentach filmu? Takim, który oglądacie, kiedy macie chandrę, a na właściwy film brakuje czasu? Albo jeszcze inaczej - takim, gdy film już dawno wyparował wam z głowy, a wy wciąż pamiętacie jego zapowiedź?

Po drugiej stronie ściany, czyli "Pokój"

3/14/2016

Po drugiej stronie ściany, czyli "Pokój"


Muszę przyznać, ze większość filmów nominowanych w tym roku do Oscara pozostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. W porównaniu z zeszłym rokiem, gdzie rywalizowały filmy genialne lub przynajmniej rewelacyjne ("Whiplash", "Birdman", "Grand Budapest Hotel", "Boyhood"), w tym roku ani "Zjawa", ani "Spotlight" ani "Mad Max" nie powaliły mnie na kolana tak jak wyżej wymienione cztery. Wśród nominowanych trafiła się jednak prawdziwa perełka, która właściwie przeszła przez nasze ekrany niemal niezauważona. "Pokój"w reżyserii Lenny'ego Abrahamsona.

My, zwierzęta spokojnego żeru, czyli "Zwierzogród"

3/10/2016

My, zwierzęta spokojnego żeru, czyli "Zwierzogród"


Przy okazji recenzji "Kryptonimu U.N.C.L.E" pisałam, że czasem wyznacznikiem fajności filmu jest dla mnie pytanie "Czy bawiłabym się w to, jakbym była mała?". Otóż oznajmiam wszem i wobec, że w "Zwierzogród" bawiłabym się, aż z zabawek leciałyby wióry.

Natchnienie na ekranie, czyli filmowy wpis na Międzynarodowy Dzień Pisarzy

3/03/2016

Natchnienie na ekranie, czyli filmowy wpis na Międzynarodowy Dzień Pisarzy


Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Pisarzy! Ale chociaż pisarzy kochamy i podziwiamy, trzeba przyznać, że pisanie książek to chyba jedno z najmniej ciekawych dla postronnego widza zajęć. No wiecie - człowiek siedzi i pisze. Pół biedy, jak pisze, bo w większości przypadków tylko siedzi, patrząc się w pustą kartkę papieru lub migający znacząco ekran komputera. A jednak czasem może się wydawać, ze trudno o bardziej emocjonującą profesję niż bycie pisarzem. Przynajmniej tak przekonują nas scenarzyści filmowi, zapewne w większości niespełnieni autorzy powieści ;) Jest tylko jeden warunek. Pisarz na ekranie może robić wszystko... poza pisaniem.
Kilka rzeczy, których kinomanowi do szczęścia potrzeba, czyli "Ave, Cezar" braci Coen

2/23/2016

Kilka rzeczy, których kinomanowi do szczęścia potrzeba, czyli "Ave, Cezar" braci Coen


Trudno mi napisać jakąś bardzo konstruktywną i wyważoną recenzję "Ave, Cezar", bo strasznie mi się spieszy, żeby jak najszybciej podzielić się z Wami listą zachwytów nad filmem. Nie, nie jest to najlepszy film braci Coen, ale gwarantuję, że jeśli kochacie kino szeroko rozumianą miłością, to na pewno Wam się spodoba. "Ave Cezar", film zrobiony przez miłośników kina dla miłośników kina ma bowiem kilka elementów, którymi nie sposób się nie zachwycić.

[Bez spoilerów się nie obędzie]

Umberto Eco 1932-2016...

2/21/2016

Umberto Eco 1932-2016...



Zmarł Umberto Eco.

Po studiach polonistycznych zapamiętałam jego eseje i prace naukowe jako iskierkę nadziei, że teoria literatury nie musi być dla studenta męczarnią, a wręcz może być prawdziwą przyjemnością. Zawsze wydawał mi się też najsympatyczniejszy ze wszystkich akademików, których przyszło mi czytać. Nie bał się tematów, których inni literaturoznawcy czy językoznawcy, roztrząsający ile signifie zmieści się w signifiant, nie tknęliby nawet kijem - pisał o komiksach, o Supermanie, o Jamesie Bondzie, a nawet sam, szacowny semiolog z brodą, w okularach i kapeluszu, popełnił jeden z najlepszych kryminałów świata. To między innymi dzięki niemu popkultura zaczęła trafiać na salony i stała się przedmiotem uniwersyteckich dyskusji. A jego monstrrualna erudycja zawstydzała i będzie zawstydzać bezskutecznie aspirujących do takiego statusu pisarzy pokroju Dana Browna.

Podczas gdy większość filozofów zajmujących się literaturą i sztuką okopywała się na swoich jedynych słusznych pozycjach, Umberto Eco w jednej ze swoich najgłośniejszych prac przyznał prawo do analizowania dzieła nie komu innemu tylko nam - odbiorcom. Wyobraźcie sobie. Na takich zasadach, jakie sobie wybierzemy. I to bardzo pocieszające - dzięki temu wiemy, że chociaż jego twórczość dobiegła końca, to jego dzieła, jak "Imię róży", "Wyspa dnia poprzedniego", czy "Wahadło Foucaulta" (które wciąż czeka na mojej półce na przeczytanie) pozostaną na zawsze otwarte.
Walentynkowa jatka, czyli "Deadpool"

2/19/2016

Walentynkowa jatka, czyli "Deadpool"


Jak wynika z pobieżnej analizy box-office'a, w walentynki zakochani kinomani mieli do wyboru tylko dwie opcje - polską "Planetę singli" i marvelowskiego "Deadpoola". Znaczna większość wybrała pierwszą opcję, co spotkało się z falą oburzenia w niektórych częściach internetów. Pomijając wszelkie niuanse, kompletnie nie rozumiem, co jest złego w tym, że polscy widzowie poszli na polski film (który przecież, wierzę święcie, nie mógł być gorszy niż "Listy do M. 2") a nie na ekranizację komiksu o mało znanym superbohaterze, który to komiks, o ile wiem, jeszcze nie był w naszym kraju wydany.

"Spotlight", czyli Rzetelność przez duże Er Zet

2/09/2016

"Spotlight", czyli Rzetelność przez duże Er Zet


Jeśli idąc na film o dziennikarzach "The Boston Globe", którzy demaskują system chroniący pedofilów w amerykańskim kościele katolickim, spodziewacie się skandalizującego scenariusza, dialogów pełnych fajerwerków, dramatycznych scen, drapieżnych bohaterów, to "Spotlight" może przynieść Wam spory zawód. Nie jest to film, który ma za cel wywołanie jakiegokolwiek skandalu - na pewno nie większego niż opisywane w nim wydarzenia, które swego czasu doprowadziły do prawdziwego trzęsienia ziemi w amerykańskim Kościele. Nie - "Spotlight" to film zadziwiająco rzetelny, a jego twórcy zafascynowani są nie tyle samymi wydarzeniami, co samym procesem dochodzenia do prawdy o nich.

Marsz po Oscary, czyli "Zjawa" Alejandra Gonzáleza Iñárritu

2/01/2016

Marsz po Oscary, czyli "Zjawa" Alejandra Gonzáleza Iñárritu



Czcigodna Akademio!

Zwracam się do Czcigodnej Akademii z wielką prośbą i podejrzewam, że podpisze się pod nią znaczna część widzów filmu "Zjawa", który w piątek wszedł na ekrany polskich kin. Niechże Czcigodna Akademia da wreszcie panu Leonardo DiCaprio tego Oscara. Czy wy naprawdę nie widzicie, jak się chłopak męczy? W swoim najnowszym filmie dał się poszatkować niedźwiedziowi, został niemal pogrzebany żywcem, był duszony, topiony, gniło mu ciało, ścigali Indianie i poharatał Tom Hardy. Czy nie dość wam było zbliżeń na jego cierpiącą twarz, nie dość przekonujące były jego krzyki i jęki? Naprawdę, dajcie mu już tę statuetkę, bo strach pomyśleć, co zrobi w kolejnym filmie.

Głupi Janek rusza w świat, czyli "Legendy polskie" od Allegro

1/28/2016

Głupi Janek rusza w świat, czyli "Legendy polskie" od Allegro


Jeśli chodzi o antologie opowiadań pisanych na zadany temat, to lubię je i nie lubię. Lubię, bo zawsze przyjemnie jest czytać, jak różne pisarskie wyobraźnie rozumieją dany motyw, jak przetwarzają go na swój sposób, grają z ustalonymi skojarzeniami. Nie lubię ich za to, bo coraz rzadziej można w nich znaleźć coś ciekawego, opowiadanie po którego przeczytaniu robię "wow". Z pewnością to skutek czytania zbyt dużej liczby takich opowiadań i - jakiś czas temu - kompulsywnego przeglądania strony Fantastyka.pl, przez co dużo uważniej dostrzegam pewne schematy i coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Wiadomo też, że w antologiach poziom opowiadań bywa bardzo nierówny, a nawet w tych pisanych przez największe nazwiska częściej można znaleźć chałturę niż perełki.

Dobra zmiana, czyli "Koniec dzieciństwa"

1/21/2016

Dobra zmiana, czyli "Koniec dzieciństwa"



Jeśli jest jakiś gatunek literacki i filmowy, na który mam szczególną alergię, to na pewno będzie to filozoficzne science-fiction. Ci wszyscy powracający z gwiazd astronauci, bliskie spotkania z wyższą inteligencją (bo przecież z kosmitą nie da się normalnie pogadać, tylko albo będzie chciał cię zamordować, albo wciągnie w dyskusję o tym, czym jest byt i istnienie), dyktatura maszyn i egzystencjalno-ontologiczne pytania dotyczące sensu życia i powstania wszechświata - ze wstydem przyznam, że wszystkie czytane przeze mnie dzieła z tego gatunku doprowadziły do tego, że ziewam już na sam widok ich okładek. Co prawda z filmami jest nieco lepiej (jestem nawet w stanie wskazać kilka ulubionych), ale i tak trudno jest mi wskazać powody, dla których tak bardzo spodobał mi się dość kameralny serial stacji SyFy - "Koniec dzieciństwa". Czyli filozoficzne science-fiction, które wciągnęło mnie po same uszy.

Wzruszenie bez zadęcia, czyli "Moje córki krowy"

1/16/2016

Wzruszenie bez zadęcia, czyli "Moje córki krowy"


Kiedy kino dotyka spraw ostatecznych, łatwo jest popaść w banał, ckliwość i melodramatyzm. A punkt wyjścia filmu Kingi Dębskiej jest - wbrew pokrzepiającym reklamom - wyjątkowo ciężki: dwie siostry, którym życie potoczyło się nie do końca tak, jak by tego chciały, stają w obliczu ciężkiej choroby obojga rodziców: najpierw matka trafia do szpitala, gdzie dostaje wylewu, a chwilę potem ojciec dowiaduje się, że ma guza mózgu.
Jak intelekt opuszcza świat, czyli "Sherlock i upiorna panna młoda"

1/09/2016

Jak intelekt opuszcza świat, czyli "Sherlock i upiorna panna młoda"


"Sherlocka" odkryłam stosunkowo niedawno, bo jakieś dwa lata temu. Tym, co przede wszystkim przyciągnęło mnie do serialu był absolutnie fantastyczny scenariusz. Duet Mark Gatiss i Steven Moffat rzucił wyzwanie czemuś, co zwie się strukturą i pokazał, że można inaczej. W "Sherlocku" zacierała się granica między serialem a filmem, między filmem a literaturą. Na każdym poziomie - od budowy postaci, poprzez dialogi, aż do konstrukcji fabuły - można było znaleźć perełki i kolejne tematy do analizy, a jakby komuś było mało, to praktycznie każdy element serialu miał jakieś znaczenie, od koloru krawata bohatera po dźwięki w tle.

Będą spoilery.

"A czy mógłby pan potępić", czyli jak poprawiać błędy i nie zwariować

1/07/2016

"A czy mógłby pan potępić", czyli jak poprawiać błędy i nie zwariować


Na pierwszym roku studiów, na wykładzie z Kultury Języka Polskiego, profesor Radosław Pawelec chętnie dzielił się z nami anegdotami ze swojej pracy w Polskim Radiu. Jednymi z najczęstszych gości dzwoniących do studia były ponoć panie, które zaczynały swoje wywody słowami "A CZY MÓGŁBY PAN POTĘPIĆ...".

Uwielbiamy wytykać innym błędy. Uwielbiamy, gdy możemy powiedzieć komuś, że źle akcentuje wyraz "matematyka", albo że napisał "uważam" przez er zet. Albo gdy zamiast "wziąć" pisze "wziąść". Gdy nie wstawi przecinka przed "który". Albo gdy - to wyższa szkoła jazdy - nie uzgodnił w zdaniu złożonym podmiotów, względnie gdy uznał, że Hamlet został napisany w XV wieku. Ach, jakie to wspaniałe! Ach, czyż nie dlatego właśnie zostaje się redaktorem? W końcu możemy bezkarnie wytykać ludziom błędy i jeszcze nam za to płacą!

No właśnie - jakoś nie. Tym bardziej, że praca redaktora w wydawnictwie składa się w dużej mierze z historii takich jak ta: spędzasz długie godziny na redakcji tekstu, który następnie idzie do korekty. Potem dostajesz go do drugiej korekty, żeby mógł go jeszcze obejrzeć redaktor merytoryczny. Tuż przed drukiem książkę czyta jeszcze redaktor prowadzący. W międzyczasie dostaje ją w obroty specjalista od składu, grafik, redaktor techniczny. Wreszcie książka idzie do druku (po drodze redaktor prowadzący sprawdza jeszcze tzw. ozalidy, czyli próbne wydruki) i jest! Dostajesz swój gratisowy egzemplarz, czujesz się prawie jak autor, bo w końcu poprawiłeś po nim tyle błędów że co on tam wie, otwierasz książkę z dumą na losowo wybranej stronie...

I cholera, znajdujesz na niej BŁĄD.

Graham Norton, jego psy i inne miłości, czyli "The Life and Loves of a He Devil"

1/05/2016

Graham Norton, jego psy i inne miłości, czyli "The Life and Loves of a He Devil"


Jeśli rzucacie czasem okiem na BBC, to zapewne Grahama Nortona nie trzeba Wam przedstawiać. Pochodzący z Irlandii komik, aktor i prezenter telewizyjny prowadzi jeden z najpopularniejszych obecnie talk-showów w anglojęzycznym świecie, czyli "Graham Norton Show". Jeśli na youtubie trafiacie na jakieś śmieszne historyjki opowiadane przez aktorów przy okazji premiery ich najnowszego filmu, to bardzo prawdopodobne, że pochodzą właśnie z tego programu. A mnie właśnie, ze sporym opóźnieniem, udało się przeczytać urodzinowy prezent z Wysp, czyli biografię Grahama Nortona, "The Love and Life of a He-Devil". 
Copyright © 2017 Bajkonurek