Głupi Janek rusza w świat, czyli "Legendy polskie" od Allegro

1/28/2016

Głupi Janek rusza w świat, czyli "Legendy polskie" od Allegro


Jeśli chodzi o antologie opowiadań pisanych na zadany temat, to lubię je i nie lubię. Lubię, bo zawsze przyjemnie jest czytać, jak różne pisarskie wyobraźnie rozumieją dany motyw, jak przetwarzają go na swój sposób, grają z ustalonymi skojarzeniami. Nie lubię ich za to, bo coraz rzadziej można w nich znaleźć coś ciekawego, opowiadanie po którego przeczytaniu robię "wow". Z pewnością to skutek czytania zbyt dużej liczby takich opowiadań i - jakiś czas temu - kompulsywnego przeglądania strony Fantastyka.pl, przez co dużo uważniej dostrzegam pewne schematy i coraz więcej rzeczy mnie irytuje. Wiadomo też, że w antologiach poziom opowiadań bywa bardzo nierówny, a nawet w tych pisanych przez największe nazwiska częściej można znaleźć chałturę niż perełki.

Dobra zmiana, czyli "Koniec dzieciństwa"

1/21/2016

Dobra zmiana, czyli "Koniec dzieciństwa"



Jeśli jest jakiś gatunek literacki i filmowy, na który mam szczególną alergię, to na pewno będzie to filozoficzne science-fiction. Ci wszyscy powracający z gwiazd astronauci, bliskie spotkania z wyższą inteligencją (bo przecież z kosmitą nie da się normalnie pogadać, tylko albo będzie chciał cię zamordować, albo wciągnie w dyskusję o tym, czym jest byt i istnienie), dyktatura maszyn i egzystencjalno-ontologiczne pytania dotyczące sensu życia i powstania wszechświata - ze wstydem przyznam, że wszystkie czytane przeze mnie dzieła z tego gatunku doprowadziły do tego, że ziewam już na sam widok ich okładek. Co prawda z filmami jest nieco lepiej (jestem nawet w stanie wskazać kilka ulubionych), ale i tak trudno jest mi wskazać powody, dla których tak bardzo spodobał mi się dość kameralny serial stacji SyFy - "Koniec dzieciństwa". Czyli filozoficzne science-fiction, które wciągnęło mnie po same uszy.

Wzruszenie bez zadęcia, czyli "Moje córki krowy"

1/16/2016

Wzruszenie bez zadęcia, czyli "Moje córki krowy"


Kiedy kino dotyka spraw ostatecznych, łatwo jest popaść w banał, ckliwość i melodramatyzm. A punkt wyjścia filmu Kingi Dębskiej jest - wbrew pokrzepiającym reklamom - wyjątkowo ciężki: dwie siostry, którym życie potoczyło się nie do końca tak, jak by tego chciały, stają w obliczu ciężkiej choroby obojga rodziców: najpierw matka trafia do szpitala, gdzie dostaje wylewu, a chwilę potem ojciec dowiaduje się, że ma guza mózgu.
Jak intelekt opuszcza świat, czyli "Sherlock i upiorna panna młoda"

1/09/2016

Jak intelekt opuszcza świat, czyli "Sherlock i upiorna panna młoda"


"Sherlocka" odkryłam stosunkowo niedawno, bo jakieś dwa lata temu. Tym, co przede wszystkim przyciągnęło mnie do serialu był absolutnie fantastyczny scenariusz. Duet Mark Gatiss i Steven Moffat rzucił wyzwanie czemuś, co zwie się strukturą i pokazał, że można inaczej. W "Sherlocku" zacierała się granica między serialem a filmem, między filmem a literaturą. Na każdym poziomie - od budowy postaci, poprzez dialogi, aż do konstrukcji fabuły - można było znaleźć perełki i kolejne tematy do analizy, a jakby komuś było mało, to praktycznie każdy element serialu miał jakieś znaczenie, od koloru krawata bohatera po dźwięki w tle.

Będą spoilery.

"A czy mógłby pan potępić", czyli jak poprawiać błędy i nie zwariować

1/07/2016

"A czy mógłby pan potępić", czyli jak poprawiać błędy i nie zwariować


Na pierwszym roku studiów, na wykładzie z Kultury Języka Polskiego, profesor Radosław Pawelec chętnie dzielił się z nami anegdotami ze swojej pracy w Polskim Radiu. Jednymi z najczęstszych gości dzwoniących do studia były ponoć panie, które zaczynały swoje wywody słowami "A CZY MÓGŁBY PAN POTĘPIĆ...".

Uwielbiamy wytykać innym błędy. Uwielbiamy, gdy możemy powiedzieć komuś, że źle akcentuje wyraz "matematyka", albo że napisał "uważam" przez er zet. Albo gdy zamiast "wziąć" pisze "wziąść". Gdy nie wstawi przecinka przed "który". Albo gdy - to wyższa szkoła jazdy - nie uzgodnił w zdaniu złożonym podmiotów, względnie gdy uznał, że Hamlet został napisany w XV wieku. Ach, jakie to wspaniałe! Ach, czyż nie dlatego właśnie zostaje się redaktorem? W końcu możemy bezkarnie wytykać ludziom błędy i jeszcze nam za to płacą!

No właśnie - jakoś nie. Tym bardziej, że praca redaktora w wydawnictwie składa się w dużej mierze z historii takich jak ta: spędzasz długie godziny na redakcji tekstu, który następnie idzie do korekty. Potem dostajesz go do drugiej korekty, żeby mógł go jeszcze obejrzeć redaktor merytoryczny. Tuż przed drukiem książkę czyta jeszcze redaktor prowadzący. W międzyczasie dostaje ją w obroty specjalista od składu, grafik, redaktor techniczny. Wreszcie książka idzie do druku (po drodze redaktor prowadzący sprawdza jeszcze tzw. ozalidy, czyli próbne wydruki) i jest! Dostajesz swój gratisowy egzemplarz, czujesz się prawie jak autor, bo w końcu poprawiłeś po nim tyle błędów że co on tam wie, otwierasz książkę z dumą na losowo wybranej stronie...

I cholera, znajdujesz na niej BŁĄD.

Graham Norton, jego psy i inne miłości, czyli "The Life and Loves of a He Devil"

1/05/2016

Graham Norton, jego psy i inne miłości, czyli "The Life and Loves of a He Devil"


Jeśli rzucacie czasem okiem na BBC, to zapewne Grahama Nortona nie trzeba Wam przedstawiać. Pochodzący z Irlandii komik, aktor i prezenter telewizyjny prowadzi jeden z najpopularniejszych obecnie talk-showów w anglojęzycznym świecie, czyli "Graham Norton Show". Jeśli na youtubie trafiacie na jakieś śmieszne historyjki opowiadane przez aktorów przy okazji premiery ich najnowszego filmu, to bardzo prawdopodobne, że pochodzą właśnie z tego programu. A mnie właśnie, ze sporym opóźnieniem, udało się przeczytać urodzinowy prezent z Wysp, czyli biografię Grahama Nortona, "The Love and Life of a He-Devil". 

Instagram

Copyright © 2017 Bajkonurek