Kilka rzeczy, których kinomanowi do szczęścia potrzeba, czyli "Ave, Cezar" braci Coen

2/23/2016

Kilka rzeczy, których kinomanowi do szczęścia potrzeba, czyli "Ave, Cezar" braci Coen


Trudno mi napisać jakąś bardzo konstruktywną i wyważoną recenzję "Ave, Cezar", bo strasznie mi się spieszy, żeby jak najszybciej podzielić się z Wami listą zachwytów nad filmem. Nie, nie jest to najlepszy film braci Coen, ale gwarantuję, że jeśli kochacie kino szeroko rozumianą miłością, to na pewno Wam się spodoba. "Ave Cezar", film zrobiony przez miłośników kina dla miłośników kina ma bowiem kilka elementów, którymi nie sposób się nie zachwycić.

[Bez spoilerów się nie obędzie]

Umberto Eco 1932-2016...

2/21/2016

Umberto Eco 1932-2016...



Zmarł Umberto Eco.

Po studiach polonistycznych zapamiętałam jego eseje i prace naukowe jako iskierkę nadziei, że teoria literatury nie musi być dla studenta męczarnią, a wręcz może być prawdziwą przyjemnością. Zawsze wydawał mi się też najsympatyczniejszy ze wszystkich akademików, których przyszło mi czytać. Nie bał się tematów, których inni literaturoznawcy czy językoznawcy, roztrząsający ile signifie zmieści się w signifiant, nie tknęliby nawet kijem - pisał o komiksach, o Supermanie, o Jamesie Bondzie, a nawet sam, szacowny semiolog z brodą, w okularach i kapeluszu, popełnił jeden z najlepszych kryminałów świata. To między innymi dzięki niemu popkultura zaczęła trafiać na salony i stała się przedmiotem uniwersyteckich dyskusji. A jego monstrrualna erudycja zawstydzała i będzie zawstydzać bezskutecznie aspirujących do takiego statusu pisarzy pokroju Dana Browna.

Podczas gdy większość filozofów zajmujących się literaturą i sztuką okopywała się na swoich jedynych słusznych pozycjach, Umberto Eco w jednej ze swoich najgłośniejszych prac przyznał prawo do analizowania dzieła nie komu innemu tylko nam - odbiorcom. Wyobraźcie sobie. Na takich zasadach, jakie sobie wybierzemy. I to bardzo pocieszające - dzięki temu wiemy, że chociaż jego twórczość dobiegła końca, to jego dzieła, jak "Imię róży", "Wyspa dnia poprzedniego", czy "Wahadło Foucaulta" (które wciąż czeka na mojej półce na przeczytanie) pozostaną na zawsze otwarte.
Walentynkowa jatka, czyli "Deadpool"

2/19/2016

Walentynkowa jatka, czyli "Deadpool"


Jak wynika z pobieżnej analizy box-office'a, w walentynki zakochani kinomani mieli do wyboru tylko dwie opcje - polską "Planetę singli" i marvelowskiego "Deadpoola". Znaczna większość wybrała pierwszą opcję, co spotkało się z falą oburzenia w niektórych częściach internetów. Pomijając wszelkie niuanse, kompletnie nie rozumiem, co jest złego w tym, że polscy widzowie poszli na polski film (który przecież, wierzę święcie, nie mógł być gorszy niż "Listy do M. 2") a nie na ekranizację komiksu o mało znanym superbohaterze, który to komiks, o ile wiem, jeszcze nie był w naszym kraju wydany.

"Spotlight", czyli Rzetelność przez duże Er Zet

2/09/2016

"Spotlight", czyli Rzetelność przez duże Er Zet


Jeśli idąc na film o dziennikarzach "The Boston Globe", którzy demaskują system chroniący pedofilów w amerykańskim kościele katolickim, spodziewacie się skandalizującego scenariusza, dialogów pełnych fajerwerków, dramatycznych scen, drapieżnych bohaterów, to "Spotlight" może przynieść Wam spory zawód. Nie jest to film, który ma za cel wywołanie jakiegokolwiek skandalu - na pewno nie większego niż opisywane w nim wydarzenia, które swego czasu doprowadziły do prawdziwego trzęsienia ziemi w amerykańskim Kościele. Nie - "Spotlight" to film zadziwiająco rzetelny, a jego twórcy zafascynowani są nie tyle samymi wydarzeniami, co samym procesem dochodzenia do prawdy o nich.

Marsz po Oscary, czyli "Zjawa" Alejandra Gonzáleza Iñárritu

2/01/2016

Marsz po Oscary, czyli "Zjawa" Alejandra Gonzáleza Iñárritu



Czcigodna Akademio!

Zwracam się do Czcigodnej Akademii z wielką prośbą i podejrzewam, że podpisze się pod nią znaczna część widzów filmu "Zjawa", który w piątek wszedł na ekrany polskich kin. Niechże Czcigodna Akademia da wreszcie panu Leonardo DiCaprio tego Oscara. Czy wy naprawdę nie widzicie, jak się chłopak męczy? W swoim najnowszym filmie dał się poszatkować niedźwiedziowi, został niemal pogrzebany żywcem, był duszony, topiony, gniło mu ciało, ścigali Indianie i poharatał Tom Hardy. Czy nie dość wam było zbliżeń na jego cierpiącą twarz, nie dość przekonujące były jego krzyki i jęki? Naprawdę, dajcie mu już tę statuetkę, bo strach pomyśleć, co zrobi w kolejnym filmie.

Copyright © 2017 Bajkonurek