Człowiekiem jestem, czyli "Nowy początek"


Historia tzw. "Pierwszego Kontaktu" to temat bardzo mocno eksploatowany zarówno w literaturze, jak i w kinie. To coś, co może kiedyś wydarzyć, ale kiedy i jak będzie wyglądało - nie mamy pojęcia. Czy przylatujący na Ziemię kosmici zaczną od zniszczenia Białego Domu, a może raczej zaproponują nam stosunki handlowe? Będą mieli macki, będą wielkim myślącym oceanem czy będą podobni do ludzi? Będą inteligentniejsi od nas, czy raczej zamieszkają w slumsach w RPA, handlując bronią? Dennis Villeneuve, adaptując opowiadania Teda Chianga, dotyka tego tematu od zupełnie innej strony. Od strony języka i komunikacji. A główną bohaterką zamiast Naszych Dzielnych Amerykańskich Chłopców czyni lingwistkę, która dostaje nietypowe zadanie - porozumieć się z kosmitami.




Dawno temu na studiach miałam kilka bardzo ciekawych przedmiotów z zakresu językoznawstwa. Pierwszy to była "Nauka o języku". Traktująca język od jego strony, jakby to powiedzieć, matematycznej. Większa część zajęć to było rozwiązywanie pozornie absurdalnych zadań, a polegających np. na przetłumaczeniu zdania po chińsku, gdy znamy tylko niektóre znaki i dostajemy kilka wskazówek gramatycznych. Albo ułożenia zdania "Król nie kocha królowej" w języku jakiegoś plemienia Indian, gdy mamy obok zdania wyrażające "Król kocha księżniczkę", "Królowa nie je manioku", "Księżniczka zjadła króla" i tak dalej. Przedmiot ten w niesamowity sposób pomógł mi potem w nauce choćby portugalskiego, uświadomił zależności między językami i w obrębie języka, sprawił, że zaczęłam traktować język jak łamigłówkę do rozwiązania. 

Przedmiot drugi to było językoznawstwo ogólne. No dobrze, nikt z mojego roku nie nazwałby go ciekawym. Egzamin był równie trudny, jak nudne były wykłady, standardowo oblewała je połowa roku. Ale już literatura dodatkowa otworzyła przede mną absolutnie nowy, fascynujący świat, dzięki któremu zainteresowałam się jednym z odłamów językoznawstwa, etnolingwistyką. W największym skrócie - etnolingwistyka to dziedzina nauki która bada związki między językiem a postrzeganiem świata przez człowieka. Teza o tym, że używany przez nas język wpływa na to, jak myślimy, to tzw. hipoteza Sapira-Whorfa. Dość kontrowersyjna, nie do końca potwierdzona, mająca równie wielu przeciwników, co zwolenników. Na niej właśnie, a konkretnie jej "silniejszej" formie, czyli teorii determinizmu językowego opiera się "Nowy Początek" Villeneuva. W literaturze spotkałam się z romantycznie postrzeganym Sapirem i Whorfem wielokrotnie (od Ursuli Le Guin po Jeanette Winterson) - jeśli ktoś w metaforycznym monologu wspomina o braku czasów przeszłych, przyszłych i teraźniejszych w języku hopi, to jesteśmy w domu. Ale po raz pierwszy w tak ładny sposób zobaczyłam determinizm na ekranie kina (z drugiej strony scenariusz powstał na podstawie opowiadania, więc znów literatura kontra film 1:0). Oczywiście prawdziwi językoznawcy pewnie będą przez cały film rytmicznie uderzać się w czoła, ale ja, która na piątym roku zamiast etnolingwistyki wybrałam jednak seminarium z literatury romantyzmu, byłam zachwycona.


No właśnie, film podchodzi do "Pierwszego Kontaktu" od strony języka, wzajemnego porozumienia istot z kompletnie różnych światów. Łączy tym samym dwa moje wyżej wymienione językoznawcze koniki, czyli analizę języka i to, w jaki sposób używanie danego języka determinuje nasze myślenie. Przy tym sformułowanie "istoty z kompletnie różnych światów" w przypadku "Nowego Początku" oznacza naprawdę kompletnie różne światy. Moment, w którym bohaterowie po raz pierwszy widzą, jak wyglądają kosmici, ma napięcie, które można kroić nożem. Przeciwnicy hipotezy Sapira-Whorfa argumentują, że ludzi, pomimo różnych języków, łączą pewne uniwersalia wynikające z tego, że wszyscy żyjemy w jednej rzeczywistości, choć w różnych cywilizacjach. Tymczasem przybysze z "Nowego początku" to stwory różniące się od ludzi we wszystkim, poza jednym - oni też komunikują się między sobą. I chcą się skomunikować z nami.

Sceny tych prób komunikacji, stopniowego zdobywania zaufania Obcych, odkrywania kolejnych niuansów ich języka, twórcy odgrywają koncertowo. Jeszcze nigdy nauka języka nie była przedstawiona na ekranie w tak fascynujący sposób, na pograniczu thrillera i horroru (za to odpowiadał zapewne scenarzysta, Eric Heisserer). Chociaż obiektywnie w filmie niewiele się dzieje, to nieprzewidywalność kolejnych scen zapewnia doskonałą rozrywkę. Również fabularny twist pod koniec filmu daje satysfakcje, która dla mnie była porównywalna z najsłynniejszymi "efektami aha!" z "Prestiżu" czy "Szóstego zmysłu".


W odgrywaniu "okoliczności towarzyszących" Pierwszemu Kontaktowi, które nasi bohaterowie obserwują głównie na ekranach telewizorów, film przypomina trochę "Melancholię" von Triera albo, jeszcze bardziej, powieści Jose Saramago (ten trop przyszedł mi na myśl nie bez powodu, wszak Villeneuve jest reżyserem "Wroga", adaptacji "Podwojenia" portugalskiego autora). Mamy więc bohaterów w centrum wydarzeń, które jest paradoksalnie spokojne w porównaniu z niespokojnym, pogrążonym w chaosie światem poza nimi - zamieszkami, skłóconymi rządami państw, przerzucającymi się sposobami na rozwiązanie problemów, przed którymi Ziemia nigdy nie stanęła.

Wśród tych wszystkich lęków tli się jednak również ciekawość - nieprzypadkowo głównie bohaterowie filmu to naukowcy. Napięcie wynikające z pierwszego spotkania z kosmitami szybko ustępuje radości z ich poznawania i ciekawości z tego, co jeszcze uda się odkryć. I wielka szkoda, że gdzieś w tle czają się obowiązkowi żołnierze, którzy domagają się rozwiązań szybkich i jednoznacznych, gdy większą wartość ma stopniowe dochodzenie do prawdy.


Wspomniana teoria determinizmu językowego w swojej najbardziej pesymistycznej wersji zakłada, że tłumaczenie z języka na język jest praktycznie niemożliwe. A jednak niedokładne tłumaczenie wcale nie wyklucza porozumienia. To właśnie, co najbardziej poruszyło mnie w "Nowym początku" to jego utopijne wręcz przesłanie (które zresztą można interpretować na bardzo wiele sposobów, ja wolę ten optymistyczny) - wiara w to, że my, ludzkość, możemy się porozumieć nie tylko z kosmitami, ale i ze sobą nawzajem, mimo dzielących nas różnic. Że - choćby trzeba było dosłownie wyjść z siebie i stanąć obok - przyniesie to więcej pożytku, niż kłopotów. W świecie, w jakim żyjemy, podzielonym i dzielącym się coraz bardziej, takie filmy są potrzebne bardziej, niż nam się wydaje. 

Komentarze

Copyright © Bajkonurek