Ciszej nad tą skrzynią umarlaka,czyli "Piraci z Karaibów. Zemsta Salazara"

6/03/2017

Ciszej nad tą skrzynią umarlaka,czyli "Piraci z Karaibów. Zemsta Salazara"


Aż wierzyć się nie chce, że serii "Piraci z Karaibów" stuknie już niedługo piętnaście lat. Dla mojego nastoletniego serca "Klątwa czarnej Perły" z 2003 roku była prawdziwym objawieniem. Wielbiłam wtedy Orlando Blooma po "Władcy Pierścieni" i oglądałam namiętnie wszystkie filmy z Johnnym Deppem, Keira Knightley była piękna i silna, a do tego wszyscy tłukli się na szpady, skacząc po masztach i linach... no czego chcieć więcej. Dlatego z wielkim trudem przychodzi mi myśl, że części piątej, czyli "Zemsty Salazara" mogłoby w ogóle nie być.

Co (jeszcze) może pójść nie tak, czyli wydawnicze lęki przed Targami Książki

5/18/2017

Co (jeszcze) może pójść nie tak, czyli wydawnicze lęki przed Targami Książki

Chyba większości osób pracujących w wydawnictwach maj kojarzy się z targami książki. Czas nagle zaczyna się dzielić na bardzo króciutki, nerwowy okres "przed targami" i bezkresny horyzont "po targach", kiedy w końcu człowiek będzie miał dużo czasu i zdoła dokończyć wszystkie niedokończone sprawy (co zazwyczaj bywa złudną nadzieją). Redaktorzy w pocie czoła wysyłają do drukarni targowe nowości, drukarnie nie kładą się spać, działy handlowe dokonują cudów by rozplanować umieszczenie tysięcy książek na ograniczonej liczbie metrów kwadratowych powierzchni stoiska, działy promocji wiszą na telefonach, by zaprosić na stoisko autorów oraz przekonać grafików, że projekt plakatu z nowościami nie może być na po weekendzie. 

Magia Nowej Przygody, czyli "Strażnicy Galaktyki vol. 2"

5/07/2017

Magia Nowej Przygody, czyli "Strażnicy Galaktyki vol. 2"


Ostatnio na każdy film z uniwersum Marvela kręciłam nosem. A to nudy, a to historia nie taka, a to zbyt zabawne, a to za poważne, a to za dużo bohaterów... W każdym razie na filmach, na które kiedyś leciałam do kina w podskokach, od pewnego czasu coraz trudniej mi było wysiedzieć, co dopiero do ostatniej sceny po napisach. Aż nadeszli "Strażnicy Galaktyki vol. 2" i nagle kilka rzeczy jestem zmuszona odszczekać.

Po pierwsze, przy okazji ostatnich "Avengersów", kolejnych "X-menów" czy "Thora" powtarzałam jak mantrę, że kolejne sequele to już nie to, że w końcu trzeba nakręcić coś nowego. Z kolei filmy takie jak "Deadpool", "Ant-Man" czy "Doktor Strange", chociaż oferowały momentami dobrą zabawę i wprowadzały nowych bohaterów, za bardzo dawały mi odczuć że są tylko częścią większego uniwersum i rozbiegówką pod kolejne filmy. Do tego w pewnym momencie zaczęłam już gubić się w tysiącach nawiązań do innych filmów, scenach po napisach po scenach po napisach i easter eggach zrozumiałych tylko dla fanów komiksów, których natężenie osiągnęło apogeum choćby w "Czasie Ultrona". Do tego twórcom coraz trudniej było wykrzesać u mnie jakiekolwiek emocje.


Po nowej części "Strażników Galaktyki" spodziewałam się tego wszystkiego plus wszystkich wad, o jakich pisałam w recenzji ostatniego "Star Treka", czyli z jednej strony aż-za-fajnych bohaterów, z drugiej - sztampowej do bólu historii, gdzie sens ginie w nawale efektów specjalnych, historii którą można by przerzucić do innego uniwersum i nikt by nic nie zauważył. Oj, jak bardzo się myliłam. Najnowszy film z Peterem Quillem i spółką przebił w moim własnym Marvelowym rankingu wszystkie części "Kapitana Ameryki" i do tego nie wiem, czy nie zagwarantował mi jeszcze lepszej rozrywki niż jedynka. Z jednej strony - ubawiłam się do łez, z drugiej - porządnie wzruszyłam na koniec, z trzeciej - ten film miał naprawdę dobry scenariusz, w którym wszystko było na swoim miejscu.

Fabuły streszczać nie będę, bo nie chcę nikomu zabierać przyjemności z kolejnych zwrotów akcji. Powiem tylko, że na tle pozostałych superbohaterskich opowieści "Strażnicy Galaktyki" oferują naprawdę ciekawą, niejednoznaczną i inteligentnie napisaną historię, a do tego rozgrywaną nie tylko wśród laserów i kosmicznych bitew, lecz - przede wszystkim - poprzez relacje między bohaterami. Niby nic nowego, to właśnie interakcjami uniwersum Marvela stoi, czego wciąż nie może się nauczyć konkurencja, nauczyli się za to choćby twórcy "Star Treka". Z drugiej strony, w odróżnieniu od nowego "Star Treka", który chciał być trochę takimi "Strażnikami" tylko ze Spockiem i Kirkiem, historia nie opiera się na samych dowcipnych dialogach i interakcjach między bohaterami, ale jest ciekawa sama w sobie. W końcu nie sięgnięto do obowiązkowego zestawu, czyli: zniszczenie niebezpiecznego artefaktu albo ratowanie stacji kosmicznej z cywilami, ewentualnie powstrzymanie ataku stworów z innego wymiaru. Czy raczej, jakby się zastanowić: mamy to wszystko, ale akcenty zostały nieco przesunięte i nie to jest najważniejsze. Jeśli ktoś spodziewał się konfrontacji z Thanosem, to z zaskoczeniem może stwierdzić, że film jest o czymś zupełnie innym. Co więcej, mimo obowiązkowych bitew, pościgów i efektownie sfilmowanych walk, historia jest zaskakująco kameralna i rozpisana na zaledwie parę postaci, bez tłumów statystów. Krok po kroku poznajemy coraz bardziej motywacje bohaterów, ich tajemnice, coraz bardziej ich lubimy lub przestajemy im ufać. Każda scena mówi nam o którejś z postaci coś więcej, każdy dialog ma drugie dno. Z kolei uczynienie rodziny lejtmotywem filmu również wyszło bardzo zgrabnie - każda postać dostaje do rozwiązania swoje rodzinne sprawy, co pozwala na pokazanie ich z zupełnie innej strony. Sprawia to, że nawet tradycyjna rozpierducha na koniec nie jest zwykłym "pojedynkiem z bossem", tylko wymaga od bohaterów rozdzierających serce wyborów.


Wracając jeszcze do "Star Treka", "Strażnicy Galaktyki" mają to, czego w tamtym filmie mi najbardziej zabrakło, a być powinno - światotworzenie. Wszystkie wykreowane przez twórców światy intrygują, przedstawiciele różnych kosmicznych narodów mają swoje zasady i odmienną perspektywę, a Ego to już w ogóle jakby żywcem ze starego "Star Treka" wyjęta postać.

Przede wszystkim jednak "Strażnicy Galaktyki vol. 2" są świetną zabawą. Taką zabawą rodem z Kina Nowej Przygody, wspomnieniem z dzieciństwa, tym bardziej że w tle gra muzyka lat 80., a w epizodycznych rólkach pojawiają się... też nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności. Zabawa rozgrywa się w kilku wymiarach - po pierwsze tym wizualnym. Film to jeden wielki efekt specjalny, ale z gatunku tych wywołujących u widza efekt "wow". Poza tym może sobie na to pozwolić, od pierwszej sceny biorąc sam siebie w nawias. Po drugie, bohaterowie, których już znamy z pierwszej części, tu zostają pogłębieni, i to w tak perfidny sposób, żebyśmy polubili ich jeszcze bardziej. Co więcej, swoją dusze dostają nawet tak trzecioplanowe postaci jak Kraglin, którego postać autentycznie chwyta za serce. Po trzecie - dialogi są przezabawne (chociaż nie zawsze humor jest najwyższych lotów), czy to wszelkie teksty Draxa, czy to przekomarzanki Rocketa i Yondu, czy to nieśmiałe próby poderwania Gamory przez Petera. I chociaż sam motyw "jesteśmy rodziną" jest nieco disneyowski, to wszelkie podniosłe lub smutne momenty są zaraz równoważone niekoniecznie inteligentnym żartem. Przez to całość ma taki chłopacki urok, a do tego mężczyźni ukrywający swoje uczucia i przykrywający je śmieszkami-heheszkami chociaż my i tak wiemy, co czują, to coś, co na mnie działa. Och, te męskie łzy. Pytanie tylko, czy do tej dobrej zabawy nie potrzebna jest jednak znajomość pierwszej części.

Niestety, jeśli o dialogach mowa, to trzeba do tej beczki miodu dorzucić niestety trochę narzekań na polskie tłumaczenie napisów. Zdaję sobie sprawę, że dosłowne tłumaczenie nie zawsze wchodzi w grę, ale to co zrobił tłumacz, momentami wołało o pomstę do nieba. Zdarzały się sceny, gdy tłumaczenie było tak bardzo obok oryginału, że przestawało mieć sens albo gubiło zupełnie intencje postaci. Nie mam pojęcia dla kogo były niektóre teksty, ale miałam wrażenie że autor przekładu wizualizował sobie jakiegoś typowego gimnazjalistę z fanklubu "Pitbulla" i tłumaczył specjalnie dla niego z podobną finezją. Pech dla tych, którzy znają angielski na tyle, żeby widzieć jak rozmijają się dialogi i napisy, bo momentami może to wytrącić z rytmu.


Nie ukrywam, że "Strażnicy Galaktyki" byli pierwszym filmem od bardzo dawna, który wywołał we mnie tak wiele emocji, ze wzruszeniem włącznie. Na pierwszym filmie, gdy wszyscy płakali na "We are Groot" ja siedziałam niewzruszona, na drugiej części, przyznam, zdarzyło mi się autentycznie pociągnąć nosem i to aż na dwóch scenach. Przede wszystkim dzięki temu, że były one naprawdę nieźle zagrane. Czy to Chris Pratt w roli Star-Lorda, czy Zoe Saldana w roli Gamory, czy Michael Rooker w roli Yondu (zresztą Yondu praktycznie wygrywa wszystkie sceny, w których się pojawia), wszyscy stanęli na wysokości zadania. No i jest jeszcze Baby Groot, który każdym swoim pojawieniem się wywołuje u widowni salwy śmiechu na zmianę z rozczuleniem. Aczkolwiek nie wiem, czy przypadkiem twórcy nie poszli o jedno "I am Groot" za daleko.

Oczywiście jeśli spodziewacie się jakiejś filozoficznej głębi, albo dekonstrukcji komiksowych mitów jak w przypadku "Logana", to "Strażników Galaktyki" lepiej omijajcie szerokim łukiem. Ja, ku swojemu własnemu zdziwieniu, jestem zachwycona. Dawno nie byłam na filmie, bo obejrzeniu którego miałam ochotę pobiec do kina jeszcze raz. Tym razem wiedziałam to już mniej więcej w połowie filmu. Jeśli jeszcze nie widzieliście "Strażników Galaktyki", a lubicie "Gwiezdne wojny" i "Indianę Jonesa" to naprawdę polecam nadrobienie obu części, bo mam wrażenie że to najlepsze filmy przygodowe, jakie pojawiły się w naszych kinach od czasu pierwszych "Piratów z Karaibów". Nie jestem Stevenem Spielbergiem, ale gdybym była, ocierając łzy wzruszenia zadzwoniłabym bym do Jamesa Gunna i powiedziała mu "dobra robota, synu".
Kropelka nostalgii, czyli "Nowa Fantastyka" 5/2017

5/03/2017

Kropelka nostalgii, czyli "Nowa Fantastyka" 5/2017


Miałam taki etap w życiu, że nie wyobrażałam sobie miesiąca bez rytualnego kupowania dwóch gazet: "Filmu" i "Nowej Fantastyki". Pierwsza z nich, niestety, po kilku próbach reanimacji padła z wielkim hukiem. Drugą w pewnym momencie zaczęłam kupować coraz rzadziej, chociaż trudno mi w tej chwili stwierdzić dlaczego - podobnie jak coraz rzadziej zaczęłam zaglądać na stronę internetową, na której kiedyś czytałam opowiadania od deski do deski. Brak czasu był pewnie głównym powodem, a może coś zaczęło się psuć? A może gust redaktorów przestał się pokrywać z moim? Trudno stwierdzić.
Ich dwoje i żółw, czyli "Bikini Blue"

4/23/2017

Ich dwoje i żółw, czyli "Bikini Blue"


O drugiej wojnie światowej trudno już w filmie powiedzieć cokolwiek nowego. Być może dlatego reżyserzy i scenarzyści sięgają do wczesnych lat powojennych, wciąż w naszej historii nie do końca opowiedzianych. Zawsze jednak mówiąc o tych czasach i tak wracamy do wojny, trudno więc nie popaść w banał i znaleźć pomysł, który pozwoli na opowiedzenie kolejnej historii o tym samym z nowej perspektywy. Wydaje się, że reżyser i scenarzysta "Bikini Blue" wpadł na taki pomysł. Poplątane polskie losy powojenne opowiada z jednej strony w intrygującej scenerii - w szpitalu psychiatrycznym utworzonym w Wielkiej Brytanii specjalnie dla polskich imigrantów, z drugiej - z perspektywy niekoniecznie polskiej.
Wojna i ekologia, czyli "Kong. Wyspa Czaszki"

4/21/2017

Wojna i ekologia, czyli "Kong. Wyspa Czaszki"


Z takimi filmami jak "Kong: Wyspa Czaszki" mam zawsze spory recenzencki problem. Nie jest to film słaby, nie jest to film zły, nie jest to film jakoś szczególnie nudny. Nie jest na tyle kiepski, żeby pisać ironiczną recenzję punktującą wszystkie scenariuszowe głupotki. Nie jest też na tyle dobry, żeby pisać wnikliwą analizę doszukującą się głębokich intertekstualnych nawiązań w poszczególnych scenach. To niestety film boleśnie niepotrzebny, film którego twórcy aż do napisów końcowych nie mieli pomysłu, co tak właściwie chcą nakręcić.

Jeszcze raz od początku, czyli refleksje na marginesie "Pięknej i Bestii"

4/10/2017

Jeszcze raz od początku, czyli refleksje na marginesie "Pięknej i Bestii"


"Piękna i bestia" to jedna z tych baśni Disneya, które uwielbiałam w dzieciństwie - zwłaszcza ze względu na główną bohaterkę, która niezwykle mi wtedy imponowała: czytała książki, nie bała się strasznej Bestii i ładnie śpiewała. Z pewną taką nieśmiałością obejrzałam animację po latach - nadal oglądało mi się ją bardzo dobrze, chociaż oczywiście dostrzegałam już pewne nielogiczności fabuły i zastanawiałam się mocno nad motywacjami i psychologią postaci.

7 rzeczy, których nie znoszę w kryminałach

3/28/2017

7 rzeczy, których nie znoszę w kryminałach


Jakoś tak się złożyło, że ostatnio moją główną lekturą stały się kryminały. Nadrabiam zaległości czytając "szwedzkich mistrzów kryminału", "królowe polskiego kryminału", "norweskich mistrzów prawie tak samo dobrych jak szwedzcy mistrzowie kryminału", "hiszpańskich mistrzów piszących tak jak szwedzcy mistrzowie kryminału tylko że akcja dzieje się w Hiszpanii", "amerykańskich klasyków na których wzorują się szwedzcy mistrzowie i polskie królowe" i tak dalej. No może trochę przesadzam, ale faktem jest że - zawodowo i prywatnie - czytam tego sporo. Oczywiście taka lektura sprawia, że coraz wyraźniej dostrzegam pewne schematy oraz irytujące maniery, których nie ustrzegli się nawet najlepsi. Druga sprawa to taka, że chyba każdy ma swoją własną listę chwytów literackich, których po prostu nie toleruje, nawet w najciekawszych powieściach i bardzo często wynika to z subiektywnego "bo nie i już". Oto moja lista chwytów, technik, zabiegów i tak dalej, których nie znoszę w powieściach kryminalnych i które zmieniają mnie w Hannibala Lectera (nieoficjalnego patrona tego wpisu):

Zbrodnia i literatura, czyli "Amok" Kasi Adamik

3/26/2017

Zbrodnia i literatura, czyli "Amok" Kasi Adamik




Gdybym wyszła z "Amoku" na pół godziny przed końcem to co prawda nie poznałabym zakończenia, ale pozostałabym z poczuciem, że obejrzałam naprawdę niezły film. Tymczasem film Kasi Adamik obiecywał wiele, ale ostatecznie mnie rozczarował - i to wcale nie dlatego, że nie dowiedziałam się, kto zabił.

Duszejko kontra myśliwi, czyli "Pokot" Agnieszki Holland

3/19/2017

Duszejko kontra myśliwi, czyli "Pokot" Agnieszki Holland




Ludzie, którzy mieszkają na wsi i z jakichś powodów zarazem są wrażliwi na los zwierząt, nie mają lekko. Na wsi zwierzęta mają być przede wszystkim potrzebne, ich życie nie liczy się też jakoś szczególnie - nikt nie płacze za koniem, krową czy psem albo złapaną w sidła sarną. Janina Duszejko, główna bohaterka filmu "Pokot" jest jedną z tych właśnie osób - swoje psy traktuje jak córki, a dzikie zwierzęta mieszkające w okolicy - jak przyjaciół. Sen z oczu spędzają jej regularnie organizowane w okolicy polowania, które - mimo zapewnień różnych ministrów i prezydentów - niewiele mają wspólnego ze szlachetnymi łowami, tudzież z regulacją gatunków. To raczej banda pijanych mężczyzn ubranych w maskujące barwy strzelająca do wszystkiego, co się rusza.

Prawdziwy dramat, czyli "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

2/26/2017

Prawdziwy dramat, czyli "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"


Za "Harrego Pottera i Przeklęte Dziecko" zabrałam się stosunkowo późno, w momencie, kiedy o sztuce wszyscy zdążyli już zapomnieć. A i ja niemal zdążyłam zapomnieć o wszystkich przeczytanych dyskusjach. Gdzieś tam na dnie serca tliła się nadzieja, że może wszyscy inni się mylili, a ja jedna odkryję w książce coś głębszego, jakieś drugie dno, które pozwoli spojrzeć na to skrytykowane już ze wszystkich stron dzieło w inny sposób.

No cóż, niestety nie.

Znowu o tych marzycielach, czyli "La La Land"

2/13/2017

Znowu o tych marzycielach, czyli "La La Land"


Blog zamarł na półtora miesiąca - niestety jego właścicielka aktualnie zarabia na życie pisaniem i czytaniem, co oznacza że czasem brakuje jej czasu i ochoty na pisanie i czytanie poza pracą* :) W sprawach filmowych również porobiły mi się piętrowe zaległości, ale na horyzoncie od dłuższego czasu majaczył film, którego po prostu NIE MOGŁAM ominąć. Zaczęłam strzyc uszami jakiś czas temu, gdy pojawiły się pierwsze informacje, że Damien Chazelle, twórca piorunującego "Whiplash", kręci nowy film i że będzie to musical. Potem "La La Land" zaczął kosić nominacje do wszystkich najważniejszych filmowych nagród i oczekiwania urosły jeszcze bardziej.

Copyright © 2017 Bajkonurek