2/03/2018

Z dala od szufladek, czyli "Slash" Natalii Osińskiej


"Zostawiliśmy ich w nieco bajkowym momencie happy endu, który jednak nie może trwać wiecznie." - pisałam w 2016 roku w recenzji "Fanfiku" Natalii Osińskiej, licząc na to, że kiedyś dowiem się, co będzie dalej z bohaterami. No więc doczekałam się. W książce "Slash" poznajemy dalsze losy Leona i Tośka, chyba najbardziej nietypowej pary, jaka w ostatnich latach pojawiła się w polskiej literaturze młodzieżowej.

I wiecie co? Moją pierwszą myślą po przeczytaniu było to, że mam wielką nadzieję, że "Slash" trafi kiedyś na listę lektur szkolnych, choćby tych nadprogramowych. Oczywiście konieczność obowiązkowego przeczytania może zabić przyjemność z lektury, ale mimo to podskórnie wierzę, że jeśli gdzieś na progu dorosłego życia trafi się na dobrą książkę o byciu Innym, to niektórym czytelnikom pomoże ona w pogodzeniu się z własną tożsamością, a w przypadku niektórych - ma szansę sprawić, że później, gdy tych Innych zacznie się w życiu spotykać, to pierwszą reakcją nie będzie lęk i niechęć. Oczywiście jedna książka nie zmieni nikomu życia (zazwyczaj), ale będzie jedną z tych cegiełek, z których buduje się własne poglądy i spojrzenie na świat.

To, co podobało mi się w poprzedniej książce Osińskiej, to sposób, w jaki Autorka traktuje wszelkie stereotypy i unika szufladkowania bohaterów. Również "Slash" najpierw rozwija się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, by w najmniej oczekiwanym momencie zmylić tropy i podążyć w zupełnie innym kierunku. Nic tu nie jest jasne, nic tu nie jest oczywiste. Autorka świadomie pisze książkę o tematyce LGBT, w której chyba ani razu nie padają słowa "gej", "lesbijka", "transpłciowość" czy nawet "feminizm". I nie jest to wcale ucieczka od spojrzenia prawdzie w oczy. Osińska jeszcze dojrzalej niż w "Fanfiku" udowadnia, że te pojęcia są jedynie etykietkami, które być może pozwalają na przyporządkowanie człowieka do jakiejś bezpiecznej szufladki, ale nie pozwalają go tak naprawdę poznać czy ocenić. Już sam tytuł "Slash" może osobom obeznanym w kwestii fanfiction sugerować, że powieść będzie traktować o miłości męsko-męskiej. Tymczasem w problemy poruszane przez Osińską sięgają dużo szerzej, a i ta miłość jest mocno nieoczywista i w problemach Tośka i Leona mają szansę odnaleźć siebie również te nastolatki, które nie mają problemów z tożsamością płciową.

Tym razem Autorka oddaje głos Leonowi, postaci jeszcze bardziej nieokreślonej i skomplikowanej niż Tosiek, którego poznaliśmy w "Fanfiku". Tak jak "Fanfik" był powieścią o radzeniu sobie ze swoją innością czy innością bliskiej nam osoby, budowaniu własnej tożsamości, tak "Slash" to przede wszystkim powieść o niedopasowaniu i zarazem potrzebie przynależności do grupy. Warto zaznaczyć, że Natalia Osińska nie tworzy bohaterów jednoznacznie dobrych - zachowania Leona i Tośka (w moim przypadku - zwłaszcza Tośka) mogą ostro wkurzać. Leon jest przeciwieństwem Tośka, który swoje miejsce zaznacza dość agresywnie, swoją świeżo odnalezioną tożsamość podkreślając głośno i wyraźnie. Leon nie lubi się wychylać, błyszczeć, rządzić innymi, czy to w szkole, czy w związku. To inni starają się go na siłę wyciągać ze strefy komfortu, zmieniać, naprawiać, dopasowywać. Jest w nim bunt (aż chce się powiedzieć "angst") przeciwko temu, jaki jest, który zarazem nieustannie walczy z potrzebą przynależności i poczucia wspólnoty. Równie duże problemy ma z konserwatywnymi rodzicami i dorosłą siostrą, która chce go zaprosić na huczne wesele, jak i z barwnym Tośkiem, który z wycieczki po Londynie, gdzie zaliczył i spektakl na West Endzie i paradę Pride, wrócił zarówno z nowymi przyjaciółmi, jak i z nowymi, radykalnymi poglądami. W dodatku dziewczyny z jego klasy, które jeszcze w "Fanfiku" sprawiały wrażenie mało ciekawej zbieraniny, nagle angażują się w jakiś - zdaniem Leona skazany na porażkę - protest połączony z ubieraniem się na czarno.

A propos, bardzo spodobał mi się sposób, w jaki Osińska opisuje to wydarzenie, które dla dziewczyn ze szkoły Tośka i Leona i dla nich samych stanowi niemalże przeżycie pokoleniowe. Właściwie dopiero przy czytaniu tej książki uzmysłowiłam sobie, że w tamten deszczowy dzień razem z setkami tysięcy innych kobiet wzięłam udział w wydarzeniu, o którym... no cóż, będą pisać książki ;) A co za tym idzie, zaczęłam się zastanawiać, jaki będzie odbiór zarówno wydarzenia, jak i książki za kilka czy kilkanaście lat.

Podczas czytania wielokrotnie zwracało moją uwagę, jak dużo cierpliwości i sympatii ma Autorka dla swoich bohaterów. Jak łatwo byłoby zrobić z Tośka czarny charakter, jak łatwo byłoby wyśmiać Wiktora jako konserwatywnego półgłówka, a siostrę Leona urządzającą wesele na 200 osób pokazać jako pustą i zakłamaną. Tymczasem nic z tych rzeczy - każdego z nich Autorka wyposaża w ludzkie cechy, dzięki czemu z powieści nie powstaje agitka, a właściwie na temat każdego z bohaterów można dyskutować bez końca.

Do tego przy "Slashu" nieraz uśmiechną się osoby w różnym stopniu zanurzone w popkulturę. Tak jak u Musierowicz bohaterowie czytywali "Feynmanna wykłady z fizyki", tak Leon słucha Davida Bowie i ogląda "Labirynt", a Tosiek uwielbia Hamiltona, jedzie do Londynu na "Wicked", pisuje fan fiction i nagrywa vloga. Dzięki temu, że bohaterowie poruszają się w dość specyficznej niszy popkultury (nie oszukujmy się, musicale i fanfiki to nie jest główny nurt zainteresowań młodzieży), nie jest to lektura z rodzaju "staruszek wpisał w Google, czym się interesuje młodzież i chce być cool". Widać, że Autorka również siedzi w tej tematyce i nie traktuje "przyklejonej do komórek dzisiejszej młodzieży" z góry, tylko wchodzi z nią w dialog ich własnym językiem. Jedynym właściwie wątkiem, który odstaje od całej książki, jest ten o dopalaczu, przez który Tosiek trafia do szpitala. Ten fragment pachnie trochę tanią sensacją i sprawia wrażenie chęci "odhaczenia" jednego z listy młodzieżowych problemów.

O książkach Osińskiej chętnie mówi się w kontekście nawiązań do Małgorzaty Musierowicz. O ile jednak "Fanfik" bardzo mocno wchodził w polemikę z "Jeżycjadą", o tyle "Slash" (chociaż wciąż podobny do niej poprzez miejsce akcji, młodzieżowych bohaterów czy barwny język) idzie już własną drogą i pokazuje, że z książki na książkę Autorka zdobywa coraz większą sprawność w opisywaniu pokręconego i niejednoznacznego świata nastolatków. Jestem bardzo ciekawa, co Natalia Osińska pokaże w kolejnych powieściach, bo rzeczywiście wyrasta na jedną z ciekawszych przedstawicielek polskiej literatury młodzieżowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram

Copyright © 2017 Bajkonurek