Radość śpiewania i ludzie na czarnym tle, czyli dlaczego lubię Studio Accantus

1/31/2015

Radość śpiewania i ludzie na czarnym tle, czyli dlaczego lubię Studio Accantus

Osób wrzucających na youtube’a swoje covery piosenek z filmów Disneya jest ho, ho, ho i jeszcze trochę. Od kilkuletnich dzieci nagrywanych przez dumnych rodziców, poprzez zdolną młodzież, aż do starszych fanów, którzy nigdy nie wyrośli z dzieciństwa. Amatorzy i profesjonaliści. Nawiasem mówiąc, piosenki do filmów Disneya to nie są jakieś byle kawałki – pisali je uznani kompozytorzy i śpiewali najwięksi i najpopularniejsi artyści. Zresztą, polskie tłumaczenia tekstów do filmów Disneya (ale też i Dreamworks, z"Księciem Egiptu" na czele) również stoją na bardzo wysokim poziomie. A poza tym każda taka piosenka jest jak malutki powrót do dzieciństwa. Nic dziwnego, że na youtubie pełno jest coverów, fandubów, parodii hitów z „Króla Lwa”, „Pięknej i Bestii” czy ostatnio „Krainy Lodu”. 

Co w takim razie wyróżnia na tym tle Studio Accantus, małe studio nagrań w każdą środę wrzucające na swój kanał youtube'owy jakiś disneyowski lub musicalowy cover? No właśnie, z pozoru wydawać by się mogło że niewiele – wykonawcy głosowo zazwyczaj przypominają oryginał, nie udziwniają, nie parodiują, wręcz przeciwnie – starają się jak najbardziej nawiązać do pierwotnej wersji i wpasować w "ruchy paszczy" postaci, jakby ją dubbingowali (w rogu ekranu zawsze pojawia się fragment filmu). Nie ma eksperymentów, przebieranek, za całą dekorację starcza czarne tło studia nagrań. A jednak kiedy już się usłyszy kilka piosenek, to ma się ochotę ich słuchać na zapętleniu i to nawet chętniej niż tych oryginalnych. O co chodzi???

Ludzie na czarnym tle, czyli Studio Accantus. źródło: www.facebook.com/StudioAccantus


W tym szaleństwie jest metoda - "Birdman"

1/29/2015

W tym szaleństwie jest metoda - "Birdman"


Broadway, którego nigdy nie widziałam na własne oczy, zawsze wydawał mi się miejscem, gdzie zaciera się granica między teatrem a kinem – czy raczej jedynym na świecie miejscem, w którym premiery teatralne urastają do rangi wchodzących na ekrany hollywoodzkich blockbusterów. Oczywiście przesadzam, ale „Birdman” jest filmem, który zdaje się tę teorię potwierdzać. W tym filmie teatr i film, na różnych poziomach, spotykają się w połowie drogi. A z tego spotkania wyszedł film niezwykły i wymykający się wszelkim szufladkom.
Film, który udaje, czyli o "Grze tajemnic"

1/24/2015

Film, który udaje, czyli o "Grze tajemnic"


Cztery lata temu ceremonię rozdania Oscarów zdominował skromny, prosty w formie i fabule, brytyjski na wskroś „Jak zostać królem”. Wygrał m.in. z takimi produkcjami jak pełne fajerwerków „Czarny łabędź” i „Incepcja”, czy mistrzowskie scenariuszowo i aktorsko „Social network” i „Fighter”. W tym roku „Gra tajemnic” ma szanse powtórzyć ten sukces. To film zrobiony dokładnie według tej samej sztancy – weźmy doskonałych brytyjskich aktorów mówiących z rozbierającym kobiety akcentem, znaną historię opartą na faktach, przeplataną z archiwalnymi ujęciami z czasów drugiej wojny światowej, napiszmy obfitujący w liczne one-linery i dramatyczne momenty scenariusz z wytyczonymi według linijki punktami zwrotnymi. Całość zrealizujmy w sposób stonowany, nieco staroświecki, bez fajerwerków i eksperymentów. O ile jednak „Jak zostać królem” kupiłam w całości i bez zastrzeżeń, o tyle „Gra tajemnic” nie zostawiła mnie już w takim poczuciu zachwytu nad obejrzaną filmową perełką. Dziwne, bo niby wszystko jest na swoim miejscu, aktorzy grają wyśmienicie, muzyka jest ładna i wprowadza w nastrój, scenariusz ma przemyślaną każdą scenę, ale jest w tym filmie jakiś fałszywy ton. 

"Gorsza" kategoria, czyli o Oscarach za najlepszy scenariusz adaptowany

1/17/2015

"Gorsza" kategoria, czyli o Oscarach za najlepszy scenariusz adaptowany


Niestety nie obejrzałam połowy filmów nominowanych, więc zamiast typów i spekulacji będą rozważania filozoficzne i zdjęcia przystojnych scenarzystów.
Wczoraj ogłoszono nominacje do Oscara. Nie do końca pojmuję aż tak wielki fenomen "Idy", ale strasznie, strasznie cieszę się z tylu polskich nominacji, zwłaszcza tych dokumentalnych. Miło pomyśleć, że szansę na statuetkę ma Tomasz Śliwiński za „Naszą klątwę”. Nie tylko dlatego, że podobnie jak ja uczestniczył swego czasu w warsztatach scenariuszowych Bahama Films J Widzę to poruszenie wśród innych znajomych „bahamowych” scenarzystów na facebooku, w których najwyraźniej wstąpiła nowa nadzieja. Nawet jeśli film nie jest nominowany za scenariusz ;)

Jazz jak świst bicza - "Whiplash" Damiena Chazelle'a

1/06/2015

Jazz jak świst bicza - "Whiplash" Damiena Chazelle'a


W 2014 roku wielokrotnie wychodziłam z kina zachwycona, ale ani razu z poczuciem, że właśnie obejrzałam film genialny, film, który będzie mi się śnił po nocach długo po seansie. Tymczasem już drugiego dnia Nowego Roku obejrzałam „Whiplash”, który jest zdecydowanie najbardziej intrygującym filmem, jaki zobaczyłam w ciągu ostatnich miesięcy.

Copyright © 2017 Bajkonurek