piątek, 19 sierpnia 2016

Tak zwane szampony, czyli porady dla panów prosto z PRL


Pewne rzeczy w naszym pierwszym świecie traktujemy jako coś oczywistego. Widać to bardzo wyraźnie podczas przeglądania stron z historiami typu Wyznajemy albo Anonimowe.pl, gdzie komentujący często wskazują dziury w logice, które dziurami wcale nie są. Przykład? Dyskusja pod jedną z historii, gdzie chłopak nie mógł znaleźć pokoju w akademiku swojego brata bliźniaka, więc spytał przypadkowego studenta "przepraszam, nie wiesz, gdzie ja mieszkam". Spora część komentujących stwierdziła, że wyznanie jest zmyślone, bo przecież chłopak mógł do brata po prostu zadzwonić... I to wielkie zdziwienie, kiedy okazuje się że, uwaga, kiedyś nie było komórek...

Ta historia nasunęła mi się, kiedy czytałam, nie pytajcie dlaczego... poradnik z końca lat siedemdziesiątych pod wiele mówiącym tytułem "Kosmetyka dla panów". Z końca lat siedemdziesiątych, a więc nie z XIX wieku, kiedy to Ignaz Semmelweis odkrył, ze mycie rąk między sekcją zwłok a przyjmowaniem porodu może sprawić, że to drugie nie skończy się tym pierwszym. Z końca lat siedemdziesiątych, a więc napisany zaledwie kilka lat przed moim urodzeniem. Książka to rzecz absolutnie cudowna, bo uświadamia, jak bardzo i jak niepostrzeżenie zmieniło się postrzeganie higieny - a przy okazji i cały świat wokół nas. Ostatnio Pyza Wędrowniczka pisała o tym, że warto czasem czytać stare przewodniki - otóż poradniki też warto, żeby przekonać się, że pewnych rzeczy nie było "od zawsze".

czwartek, 11 sierpnia 2016

Nowy wymiar nostalgii, czyli "Stranger things"




To będzie post bardzo mało oryginalny, bo jak już zdążyłam się zorientować, serialem "Stranger things" od Netfliksa zachwyceni są niemal wszyscy i ja wcale nie będę wyjątkiem. Nie jestem typem osoby, która uprawia serialowy binge-watching i chyba nigdy nie zdarzyło mi się obejrzeć więcej niż trzech odcinków serialu pod rząd... aż do teraz. 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Era bohatera, czyli notatki na marginesie nowego "Star Treka"


Kiedy wychodziłam z seansy nowego "Star Treka" miałam naprawdę mieszane uczucia. Podobne emocje towarzyszyły mi, kiedy obejrzałam najnowszą odsłonę "X-menów", chociaż w tym przypadku zagłuszyły je skutecznie i szybko łzy śmiechu na wspomnienie Magneto mówiącego po polsku i zastępu MO z łukami i strzałami. To samo było po najnowszych "Avengersach" i kilku innych filmach z superbohaterami.