środa, 28 września 2016

"Po nieba kresy pięły się katedry", czyli "Notre Dame de Paris" w Teatrze Muzycznym w Gdyni


„Notre Dame de Paris” to jeden z tych musicali, które wywarły największy wpływ na moją musicalową pasję, a na „Belle”, „Les sans-papiers” czy „La cour des miracles” uczyłam się francuskiego. Na długo zanim zobaczyłam oryginalną wersję na youtubie słuchałam piosenek i wyobrażałam sobie, jak to wszystko wygląda na scenie. Kiedy w końcu nastały czasy youtube’a i udało mi się zobaczyć to słynne przedstawienie, z Garou, Bruno Pelletierem i Helene Segarą w obsadzie, byłam lekko zawiedziona. Symboliczne dekoracje na ogromnej, pustej scenie, abstrakcyjne, skromne kostiumy, aktorzy zupełnie odbiegający od wizji, które stworzyłam w wyobraźni i jakby bez wyrazu. Z drugiej strony... utwory z tego musicalu bronią się same i tak naprawdę mogłyby być śpiewane przez aktorów w czarnych golfach i podartych dresach na scenie zbitej z desek.

sobota, 24 września 2016

W końcu szczęśliwa, czyli "Bridget Jones 3"


Przed premierą najnowszej części "Bridget Jones" głośniej było o twarzy Renee Zellweger niż o fabule czy jakości filmu. Bardzo niesłusznie, bo najnowsza odsłona przygód jednej z najbardziej znanych Brytyjek to jeden z najsympatyczniejszych filmów, jakie udało mi się obejrzeć w tym roku. I kto wie, czy nie lepszy niż obie poprzednie części razem wzięte.

Film nie jest tym razem ekranizacją książki, jako że czytelniczki nie wybaczyli autorce tego, co zrobiła w najnowszej powieści. I chyba właśnie ta niewierność względem oryginału najbardziej wyszła filmowi na dobre. Książki o Bridget są dość szczególne - chaotyczne, fragmentaryczne, oddają zarówno styl pisania pamiętnika, jak i mętlik w głowie bohaterki. Świetnie się je czyta, ale już nieco gorzej ekranizuje. Dlatego z poprzednich filmów o Bridget pamiętam głównie poszczególne sceny, jakieś fragmenty, natomiast sama fabuła raczej nie powala.

niedziela, 18 września 2016

Wewnątrz i na zewnątrz, czyli "Morgan" Luke'a Scotta


Do laboratorium gdzieś pośrodku niczego trafia Lee Weathers, korposzczurzyca z zaciętą miną i zapiętą pod szyję koszulą. Macierzysta korporacja przysłała ją na to pustkowie, by przeprowadziła dochodzenie w sprawie wypadku, do jakiego doszło w laboratorium. Podczas eksperymentów nad sztuczną formą życia coś poszło nie tak i jedna z uczestniczek projektu została zaatakowana przez istotę, którą pomogła stworzyć. Lee ma za zadanie podjąć decyzję, czy przerwać eksperyment i uśmiercić obiekt, czy też pozwolić na dalsze badania. Sztuczną formą życia jest Morgan, niegdyś urocza dziewczynka, obecnie zamknięta w sobie pięcioletnia nastolatka, którą większość naukowców traktuje jak córkę. Zdecydowanie nie ułatwi to zadania naszej bohaterce.