Wszyscy jesteśmy Polyannami - "Kraina jutra"

6/27/2015

Wszyscy jesteśmy Polyannami - "Kraina jutra"


Motyw innego świata, istniejącego równolegle do naszego, to jeden z moich ulubionych motywów literackich i filmowych. Narnia, Hogwart, Londyn Pod, a nawet groźne "Tunele" rządzone przez Styksów - kto nie chciałby chociaż na chwilę przenieść się do którejś z tych alternatywnych rzeczywistości? A z innej beczki - kto nie marzył o wehikule czasu i podróży w przeszłość lub przyszłość jak Marty McFly? Jako dziecko wierzyłam, że za podartą tapetą w moim pokoju kryje się magiczna kraina, a "Powrót do przyszłości" to jedna z moich ulubionych filmowych serii, dlatego "Kraina jutra" to film idealnie wpisujący się w moje potrzeby. Toteż nie dość, że sama wybrałam się do kina, to jeszcze zaciągnęłam rodziców, z którymi ostatni raz byłam w kinie... no, dawno temu.

Erudyta, czyli kto? O Umberto Eco, Danie Brownie i innych pisarzach z wiedzą

6/26/2015

Erudyta, czyli kto? O Umberto Eco, Danie Brownie i innych pisarzach z wiedzą


Czytelnicy z różnych krajów sięgają po kolejne książki Umberto Eco głównie z jednego powodu - liczą, że autor właśnie napisał kolejne "Imię róży". Tymczasem jego najnowsza powieść "Numer na pierwszą stronę" powinna przypaść do gustu raczej miłośnikom jego esejów, zwłaszcza tych polityczno-społecznych. Nie tylko dlatego, że jest wyjątkowo krótka i zwarta. Książka sprawia bowiem wrażenie szkicu, jakby została pomyślana jako esej, do którego w chwili dobrego humoru pisarz dorobił fabułę. Esej na temat rosnącej roli mediów, które już dawno przestały ograniczać się do relacjonowania faktów, a zamiast tego płynnie przeszły do ich kreowania lub wręcz fabrykowania. Cała otoczka fabularna: kompletowanie zespołu fikcyjnej gazety (gazeta jest zresztą fikcyjna do potęgi - nie dość, że dziennik jest tylko przykrywką dla działalności pewnego Prezesa, to jeszcze ma o niej powstać przekłamana bestsellerowa książka - Umberto Eco lubi takie literackie incepcje), romans z jedną z dziennikarek, praca nad artykułami - służą tylko oszukaniu czytelnika, że oto ma do czynienia z powieścią. Podobnie jest z drugim wątkiem, czyli spiskową teorią dziejów niejakiego Bragadoccia, który na podstawie dostępnych źródeł wysnuwa wniosek, że śmierć Mussoliniego została sfabrykowana, a Duce został tak naprawdę podmieniony na sobowtóra i ukryty w Watykanie. Historia ta zresztą jest bohaterowi opowiadana "po godzinach", w przerwach między pisaniem i romansowaniem - nie wiemy ani jak Bragadoccio dochodził do prawdy, ani komu ostatecznie nadepnął na odcisk. To jednoznacznie daje nam do zrozumienia - nie fabuła jest ważna, książka jest o czymś zupełnie innym*. I dzięki temu czyta się ją jak pasjonujący, prowokujący do dyskusji i własnych poszukiwań esej, ale taką sobie powieść. Równocześnie, nawiązując do jednego z najsłynniejszych tekstów pisarza, to "dzieło otwarte", którego życie zaczyna się po przeczytaniu, w głowie odbiorcy.


W moim przypadku znacznie bardziej niż kwestie medialne moją uwagę przykuł inny temat książki, który przewija się jakby w tle rozważań polityczno-społecznych - problem erudycji i tego, jak pomaga lub przeszkadza ona w życiu.

Przegrani, podobnie jak samoucy, wiedzą zawsze więcej od ludzi sukcesu, bo żeby odnieść sukces, musisz wiedzieć jedno, nie tracić czasu na poznawanie wszystkiego. Satysfakcja płynąca z erudycji zastrzeżona jest dla przegranych. Im więcej ktoś wie, tym bardziej nie powiodło mu się w życiu.

Jak się robi mężczyznę, czyli błądząc wśród tłumaczeń "I'll make a man out of you"

6/11/2015

Jak się robi mężczyznę, czyli błądząc wśród tłumaczeń "I'll make a man out of you"

Jakiś wiek temu pisałam notkę o tym, jak tłumaczenia zmieniały sens "I'm still here" z "Planety skarbów". Miał to być początek cyklu, z którego nic nie wyszło, aż do teraz, kiedy to dzięki inspiracji TYM wpisem wzięłam się za namiętne słuchanie "I'll make a man out of you" z Mulan we wszystkich językach, jakie wpadły mi pod palce. I przy okazji odkryłam, że film Disneya o dzielnej dziewczynie ratującej Chiny przed inwazją Hunów ma już 17 lat. Kto w tym momencie czuje się staro, ręka do góry.


Królewnę myszka zjadła, czyli upiorne kołysanki z dzieciństwa

6/01/2015

Królewnę myszka zjadła, czyli upiorne kołysanki z dzieciństwa

Ilustracja pochodzi z hinduskiej reklamy materaców, ale pasuje :) Źródło.
Dzień Dziecka dobiega końca, a oczy same się zamykają... jutro znowu do pracy. Kiedyś było inaczej. Co prawda do szkoły wstawało się tak samo ciężko, ale w perspektywie były zawsze jakieś wakacje, ferie, święta... urlop to zdecydowanie nie to samo. Jedyny pożytek z wyrośnięcia z dzieciństwa w moim przypadku to brak problemów ze snem. Jako dziecko potrafiłam przetrzymać rodzinę na nogach przez całą noc, najpierw jako niemowlak drąc się wniebogłosy, potem w wieku przedszkolnym będąc dręczoną koszmarami. Jedynym ratunkiem były kołysanki śpiewane przez mamę i babcię. Teraz jednak, kiedy (zainspirowana filmem znalezionym na blogu Golden Eye) postanowiłam znaleźć ulubione piosenki na youtubie, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie one właśnie były przyczyną tych koszmarów. Dokonałam bowiem przeglądu swoich ulubionych kołysanek i znalazłam tam naprawdę straszne rzeczy. Aczkolwiek bardzo proszę o potraktowanie tego wpisu z mocnym przymrużeniem oka ;-)

1) Był sobie król

Copyright © 2017 Bajkonurek